środa, 11 lutego 2026

EPINIKION - The force of nature (2026)


 

Holandia słynie z symfonicznego heavy metalu z kobiecym wokalem na pierwszym planie. To właśnie stamtąd wywodzą się takie zespoły jak Epica, After Forever czy Within Temptation. Z tego kraju pochodzi również młoda formacja Epinikion, działająca od 2020 roku. Po sześciu latach zespół powraca z drugim albumem studyjnym zatytułowanym The Force of Nature, który ukazał się 6 lutego. Nie jest to może wydawnictwo, które wywraca gatunek do góry nogami, jednak fani symfonicznego metalu mogą śmiało sięgnąć po najnowszą propozycję Epinikion.

Od debiutu skład zespołu uległ znacznym zmianom. Nową sekcję rytmiczną tworzą perkusista Michal Gis oraz basista Rutger Klijn. W 2023 roku do grupy dołączyli wokalistka Kimberley Jongen i gitarzysta Maarten Jungschlager. Odświeżony skład wnosi do muzyki powiew świeżości i udowadnia, że muzycy dysponują solidnym warsztatem oraz wyczuciem stylu. Efektem jest materiał spójny i przyjemny w odbiorze.

Duet gitarzystów Maarten Jungschlager/Robert Tangerman stawia na podniosłe motywy i melodyjność. Nie ma w tym wprawdzie nic szczególnie odkrywczego, jednak partie gitarowe pozostają solidne i poprawnie skonstruowane, choć momentami brakuje im większej wyrazistości oraz przebojowości. W dłuższej perspektywie album nie powala na kolana, ale zawiera kilka naprawdę interesujących fragmentów. Na plus należy zaliczyć próby wzbogacenia kompozycji elementami progresywnymi, które nadają całości nieco głębi.

Klimatyczna okładka i soczyste, klarowne brzmienie potwierdzają, że zespół dokłada starań, by dostarczyć materiał dopracowany pod względem produkcyjnym. Już otwierające intro „The Moon, the Sun and the Stars” buduje odpowiedni nastrój i skutecznie wprowadza słuchacza w świat albumu. Dynamiczny riff napędza rozpędzony „The Force of Nature”, który szybko wpada w ucho. To symfoniczny metal z wyraźną domieszką power metalu – energetyczny i nośny. Naturalnie pojawia się apetyt na więcej.

Nieco nowocześniejszy „Lessons in Life”, z wyraźnymi wpływami progresywnego metalu, przywodzi na myśl dokonania Epiki. Następnie otrzymujemy lżejszy i bardziej przystępny „Come Into My World”, który ma w sobie komercyjny potencjał. Bardzo dobrze prezentuje się również zadziorny i bardziej rozbudowany „The Ultimate Joy”, przemycający progresywne rozwiązania aranżacyjne.

Niestety druga połowa płyty wypada wyraźnie słabiej i momentami traci impet. Broni się jednak dziewięciominutowy, rozbudowany „Monsters in My Head”, który pokazuje, że zespół potrafi tworzyć bardziej ambitne formy i dąży do nowoczesnego, świeżego brzmienia – choć efekt końcowy bywa nierówny. Jednym z najmocniejszych punktów albumu pozostaje bez wątpienia energiczny i chwytliwy „Run With the Wolves”. Szkoda, że podobnych kompozycji nie ma tu więcej – to właśnie w takich momentach Epinikion w pełni ukazuje swój potencjał.

Epinikion dopiero buduje swoją pozycję na scenie symfonicznego metalu i wciąż poszukuje własnej tożsamości. Talent i umiejętności są niezaprzeczalne, choć nie wszystkie pomysły okazują się w pełni trafione, a aranżacjom przydałoby się większe dopracowanie. Potencjał jest wyraźny i można przypuszczać, że jeszcze nieraz o nich usłyszymy. Na ten moment otrzymujemy album z interesującymi przebłyskami, który jednak pozostawia pewien niedosyt.

Ocena: 5,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz