Gdy ktoś zapyta o najlepsze polskie zespoły heavy metalowe, jednym tchem wymienia się Turbo, Kat, Wolf Spider czy Dragon. Dla mnie jednak jednym z najważniejszych rodzimych zespołów jest bez wątpienia rzeszowskie Monstrum, działające nieprzerwanie od 1994 roku. W ich dyskografii znajdziemy cztery znakomite płyty, które w pełni oddają styl, konsekwencję i klasę zespołu. Szczególne miejsce w moim sercu zajmuje debiut „Za horyzontem ciszy” oraz „VIII dzień tygodnia”. Ostatni jak dotąd album, „Cisza” z 2013 roku, również był prawdziwą ucztą dla fanów klasycznego heavy metalu.
Potem zespół na długie lata zamilkł, by po 13 latach powrócić z podwójną siłą. Piąty album studyjny, zatytułowany „W drugą stronę świata…”, ukaże się 14 lutego. To prawdziwa podróż w czasie – powrót do klimatu debiutu. Dominują tu klasyczne heavy metalowe patenty z wyraźnymi wpływami Iron Maiden, Judas Priest czy wczesnego Turbo. Lepszej zachęty po prostu nie trzeba.
Monstrum to przede wszystkim charyzmatyczny głos Mariusza Waltosia, będący znakiem rozpoznawczym tej kapeli. Potrafi śpiewać zarówno agresywnie, jak i niezwykle melodyjnie. Silnie inspiruje się wokalistami z lat 80., doskonale wiedząc, jak oddziaływać na zmysły słuchacza. Lata mijają, a on wciąż sieje spustoszenie. Sekcja rytmiczna błyszczy i wyraźnie czerpie z brytyjskiej szkoły heavy metalu. Świetnie spisuje się także duet gitarowy Dudek/Guzek, który stawia na przebojowość, zadziorność i klasyczny heavy metalowy sznyt. To miks estetyki lat 80. z wyczuwalnymi wpływami Iron Maiden z lat 90. Całość dopełnia surowe, drapieżne brzmienie oraz przyjemna dla oka okładka. Panowie dopracowali każdy detal, czego efektem jest jeden z najlepszych albumów w dorobku zespołu. Płyta jest energetyczna, agresywna i niezwykle chwytliwa. Monstrum znów sieje zniszczenie.
Na albumie znajdziemy 10 utworów, które składają się na około 45 minut rasowego heavy metalu. Zespół doskonale wie, jak działać na emocje słuchacza. Na pierwszy ogień idzie killer w postaci „63 dni”, który wyraźnie czerpie z twórczości Iron Maiden. Struktura, przebojowość i aranżacje sprawiają, że utwór bez problemu mógłby znaleźć się na debiucie Monstrum. Jest moc. Dalej pojawia się lekko hardrockowy „Ostatnie przedstawienie” – już od pierwszych sekund czuć ducha lat 80., a prosty, nośny riff robi tu kapitalną robotę. Utwór balansuje między stylistyką Judas Priest, Saxon i Accept i momentalnie wpada w ucho.
Rozpędzony „Grandabanda” to żywiołowy, przebojowy numer mocno inspirowany Iron Maiden. Stylistycznie przywodzi na myśl „VIII dzień tygodnia”. Może nie ma tu nic odkrywczego, ale to sprawdzona formuła zagrana z polotem i autentyczną miłością do heavy metalu. Monstrum w najlepszym wydaniu. Kolejnym killerem jest „Wirtualny troll” – utwór znakomicie buja, a motyw przewodni dosłownie rozwala system. Czuć bojowy klimat i umiejętne urozmaicenie materiału. Nie ma mowy o graniu na jedno kopyto.
Znalazło się także miejsce na rockową balladę „Płomień przeznaczania”, przemycającą patenty znane z twórczości Scorpions. Zespół nie zwalnia tempa i serwuje przebojowy „Obudź się”, który idealnie sprawdzi się na koncertach. Prosty motyw, szybsze tempo i chwytliwy refren czynią z niego jeden z najlepszych utworów na płycie. Mroczniejszy klimat pojawia się w „Agonalny sen”, choć na tle całości wypada on najsłabiej. Kolejny mocny cios to dynamiczny „Pod wiatr” – ponownie doskonały hołd dla brytyjskiego heavy metalu lat 80.
„Rój” brzmi jak bezpośredni ukłon w stronę „Powerslave” Iron Maiden: galopujące riffy, chwytliwa melodia i wciągające solówki – wszystko się tu zgadza. Album zamyka jeszcze jeden killer w stylistyce Iron Maiden – „Cios za cios”, który wyraźnie nawiązuje do „Za horyzontem ciszy”. Klasyczne Monstrum i właśnie za to ich kocham.
Monstrum to kluczowy zespół na polskiej scenie heavy metalowej, który nigdy nie zawiódł. Doskonale wie, jak pisać killery i przeboje zapadające w pamięć na długie lata. Nowy album to kwintesencja stylu Monstrum i esencja klasycznego heavy metalu. Fani wczesnego Turbo, Iron Maiden czy Judas Priest będą zachwyceni. Warto było czekać te 13 lat na nowy materiał. Gorąco polecam.
Ocena: 9/10

Pełna zgoda. Energetyczna, zróżnicowana, wciągająca płyta. Wokal faktycznie genialny, pozostali muzycy też nie odstają. Kilka genialnych zagrywek gitarowych. Szkoda, tylko iż tyle trzeba było czekać. Zresztą ten sam zarzut można mieć do Turbo.
OdpowiedzUsuń