Antony Perviainen to utalentowany wokalista, który dał się poznać szerszej publiczności jako frontman fińskiej formacji Machine Man, poruszającej się w stylistyce melodyjnego heavy i power metalu. Zespół niestety zakończył działalność, a Antony od czasu do czasu pojawia się gościnnie w innych projektach. Najnowszy występ tego fińskiego wokalisty możemy usłyszeć na debiutanckim albumie fińskiej grupy Serpent Gates.
Album „The Veil of Darkness”, który ukazał się 20 lutego, to prawdziwa gratka dla fanów muzyki balansującej na styku solowych dokonań Bruce Dickinson z okresu „Accident of Birth” i „The Chemical Wedding” oraz klasycznego brzmienia Iron Maiden.
Niewątpliwym atutem płyty jest głos Antony’ego, który działa na wyobraźnię i momentami przywodzi na myśl Dickinsona z czasów jego solowej kariery. Towarzyszy mu lekko przybrudzone brzmienie, mroczniejszy klimat oraz potężne, ciężkie riffy. Wszystko to składa się na wyrazisty styl Serpent Gates i wysoką jakość prezentowanego materiału. Za partie gitarowe odpowiada Tuomas Vistala, który znakomicie odnajduje się w tej roli. Nie brakuje tu ani zróżnicowania, ani soczystych riffów — w muzyce zespołu nieustannie coś się dzieje, a gitarzysta regularnie zaskakuje ciekawymi rozwiązaniami.
Okładka może być nieco myląca — sugeruje raczej doom lub black metal — tymczasem otrzymujemy klasyczny heavy metal kipiący energią i melodyjnością. To prawdziwa uczta dla miłośników gatunku.
Album nie należy do najdłuższych — trwa 41 minut — ale od pierwszej do ostatniej sekundy trzyma wysoki poziom i dostarcza mnóstwo satysfakcji. Otwierający „Metamorphosis” to zadziorny numer oparty na mocnym riffie i chwytliwym refrenie — wyraźnie wyczuwalny jest tu klimat solowej twórczości Dickinsona. Podobne emocje budzi agresywny i ciężki „The Beast with Seven Heads”, który zaskakuje podniosłym refrenem przywodzącym na myśl zarówno Iron Maiden, jak i „Accident of Birth”. To rasowy hit pokazujący potencjał zespołu.
Mroczniejszą atmosferę odnajdziemy w bardziej progresywnym „The Veil of Darkness”. Z kolei „Night Creepers” jest nieco bardziej przystępny i melodyjny, choć również tutaj pobrzmiewają echa Iron Maiden. Rozpędzony „Down the Cross” prezentuje zespół w szybszym, dynamicznym wydaniu. Na płycie słychać także inspiracje twórczością Primal Fear. Bardziej stonowany, z delikatną nutą hard rocka, jest „Sanctimonious”. Zachwyca również dynamiczny „Nephilim”, który szczególnie przypadnie do gustu fanom solowej kariery Dickinsona. Kolejnym mocnym punktem albumu jest zadziorny „The Goblet of Tears” — kolejny dowód na siłę i pewność zespołu.
Na zakończenie otrzymujemy „The Czar Will Fall” — przebojowy utwór utrzymany w duchu klasycznych hitów Iron Maiden. Numer świetnie pulsuje energią i stanowi efektowne zwieńczenie albumu.
Choć okładka i pochodzenie zespołu mogą wprowadzać w błąd, debiut Serpent Gates brzmi jak dzieło doświadczonej formacji świadomie czerpiącej z tradycji brytyjskiego heavy metalu. Mroczny klimat, potężne riffy i pomysłowe melodie sprawiają, że album utrzymuje bardzo wysoki poziom. A wokalista, którego barwa i ekspresja przywodzą na myśl Dickinsona, jest jego ogromnym atutem. To propozycja, która z pewnością przypadnie do gustu zarówno fanom solowej twórczości Bruce’a Dickinsona, jak i Iron Maiden.
Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz