Dziewiąty album niemieckiej formacji Wolfchant zatytułowany Echoes of a Time Once Past ukazał się 13 lutego. Dla fanów pagan i folk metalu z domieszką melodyjnego death metalu to – jak zwykle – prawdziwa uczta. Zespół działa od 2003 roku, zdążył wypracować rozpoznawalną markę i przez lata konsekwentnie dostarczał solidny materiał. Najnowsze wydawnictwo nie należy do ścisłej czołówki ich dorobku, ale z pewnością nie przynosi im wstydu.
W składzie ani w stylistyce nie zaszły żadne zmiany. Grupa konsekwentnie podąża ścieżką obraną kilkanaście lat temu. Nie ma tu większych niespodzianek ani utworów, które rzucałyby na kolana – to po prostu kolejny, charakterystyczny album Wolfchant. Shaakl i Seehb tworzą zgrany duet gitarowy i robią swoje: sprawnie balansują między folkową melodyką, agresywnymi riffami a chwytliwymi partiami prowadzącymi. Powstaje z tego całkiem udana mieszanka. Momentami jednak wkrada się chaos i brakuje wyraźnych, bezdyskusyjnych killerów. Materiał dobrze się przyswaja, lecz nie powala siłą rażenia. Z kolei Lokhi i Nortwin czuwają nad zróżnicowanymi liniami wokalnymi, dbając o odpowiednią dynamikę i klimat. Zespół ewidentnie się stara i oferuje rzetelny materiał – choć bez efektu „wow”.
Kapela zadbała o klimatyczną okładkę oraz soczyste, selektywne brzmienie – jak przystało na formację z tak bogatym stażem. Sam materiał jest zróżnicowany i przyjemny w odbiorze. Album zawiera dziewięć kompozycji i każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie.
Na szczególną uwagę zasługuje otwierający „Arcades of Time” – dynamiczny, agresywny numer z wyraźnymi wpływami melodyjnego death metalu. To mocny początek. Echa twórczości Running Wild można wychwycić w energicznym i zadziornym „Under a Twilight Star”. Następnie pojawia się melodyjny i przebojowy „Goddess of Fire” – jeden z najmocniejszych punktów wydawnictwa. „Dem Sturm Voraus” skręca wyraźniej w stronę folk metalu; to solidny, choć momentami nieco chaotyczny utwór. Ciekawe aranżacje i podniosły nastrój odnajdziemy w epickim „Wild Hunt”, który dobrze ukazuje potencjał zespołu. Najdłuższy na płycie „Shadows of Doom” to rozbudowana kompozycja, w której niestety chwilami wkrada się monotonia. Całość zamyka „Echoes from the Past” – utwór trafnie podsumowujący charakter całego albumu.
Wolfchant to uznana marka i zespół, który ma na koncie naprawdę znakomite wydawnictwa. Tym razem otrzymaliśmy po prostu solidny album z kilkoma bardzo dobrymi momentami. To krążek, którego słucha się z przyjemnością – pełen chwytliwych melodii i charakterystycznego klimatu – jednak zabrakło mu nieco dopracowania, świeżości oraz większej dawki bezkompromisowej agresji. Szkoda, bo potencjał na znacznie ciekawsze wydawnictwo był wyraźnie odczuwalny.
Ocena: 7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz