Kto kocha hard rock z lat 80. z nutą klasycznego heavy metalu, ten bez wątpienia powinien sięgnąć po najnowszy krążek Black Swan. To prawdziwa supergrupa, skupiająca uznane nazwiska ze świata hard rocka: za mikrofonem stoi charyzmatyczny Robin McAuley, na gitarze błyszczy Reb Beach (znany m.in. z Whitesnake), na basie gra Jeff Pilson z Foreigner, a za perkusją zasiada Matt Starr (m.in. Mr. Big). Do tej pory formacja dostarczała materiał najwyższej próby — jak zatem wypada „Paralyzed”?
Album „Paralyzed” ukazał się 27 lutego nakładem Frontiers Records i stanowi znakomitą kontynuację poprzednich wydawnictw zespołu. To prawdziwa uczta dla miłośników klasycznego, gitarowego grania. Muzycy są doświadczeni i nie muszą już niczego udowadniać — słychać, że tworzą zgrany kolektyw, który z pełną świadomością buduje swoje kompozycje.
Robin McAuley to wokalista z krwi i kości — potrafi budować napięcie, kreować klimat i w odpowiednim momencie pokazać drapieżny pazur. Dysponując takim głosem, można śmiało przenieść słuchacza w złotą erę lat 80. Reb Beach imponuje różnorodnością i melodyjnością solówek, a jednocześnie nie zapomina o chwytliwych riffach. Całość brzmi dojrzale i spójnie, a produkcja doskonale podkreśla ciężar i energię materiału. Na uwagę zasługuje również sugestywna, zapadająca w pamięć okładka.
Już otwierający „When the Cold Wind Blows” robi ogromne wrażenie. Utwór rozwija się stopniowo, budując napięcie, by w końcu uderzyć mocnym riffem i pokazać pełnię możliwości zespołu. To znakomita mieszanka hard rocka i melodyjnego heavy metalu. Z kolei „Death of Me” ma bardziej przebojowy, wręcz radiowy charakter — to kompozycja, która błyskawicznie wpada w ucho i ma potencjał, by podbić rockowe stacje.
W „Different Kind of Woman” można wychwycić echa twórczości Black Sabbath z okresu współpracy z Tony Martin, a także klimaty znane z repertuaru Dio. Utwór jest mroczniejszy, bardziej zadziorny, z wyraźnie zarysowaną linią melodyczną. Bardzo dobrze wypada także chwytliwy „If I Was King”, w którym McAuley ponownie udowadnia swoją klasę wokalną. „Shakedown” przynosi nieco lżejszy, bardziej bezpośredni klimat, doskonale wpisując się w stylistykę zespołu. W klimatycznym, lekko balladowym „I’m Ready” można doszukać się subtelnych nawiązań do brzmienia Whitesnake. To piękna, emocjonalna kompozycja, która na długo pozostaje w pamięci — być może jedna z najmocniejszych na całej płycie. Zespół potrafi również przyspieszyć tempo, czego dowodem jest energetyczny utwór tytułowy „Paralyzed”, przywodzący momentami na myśl stylistykę Judas Priest czy wspomnianego Dio. To prawdziwa petarda. Mroczny i stonowany „Battered and Bruised” czerpie inspiracje z klasycznego heavy metalu spod znaku Black Sabbath, Dio, a nawet Dokken. To kolejny wyrazisty punkt programu. Nieco słabiej prezentuje się zamykający album „What the Future Holds”, choć i on utrzymuje solidny poziom.
Black Swan konsekwentnie robi swoje, dostarczając muzykę wysokich lotów z pogranicza hard rocka i melodyjnego heavy metalu. Panowie doskonale wiedzą, jak komponować chwytliwe refreny i soczyste riffy. „Paralyzed” to album godny uwagi — naturalna i bardzo udana kontynuacja wcześniejszych dokonań zespołu.
Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz