Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black swan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Black swan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lutego 2026

BLACK SWAN - Paralyzed (2026)

 


Kto kocha hard rock z lat 80. z nutą klasycznego heavy metalu, ten bez wątpienia powinien sięgnąć po najnowszy krążek Black Swan. To prawdziwa supergrupa, skupiająca uznane nazwiska ze świata hard rocka: za mikrofonem stoi charyzmatyczny Robin McAuley, na gitarze błyszczy Reb Beach (znany m.in. z Whitesnake), na basie gra Jeff Pilson z Foreigner, a za perkusją zasiada Matt Starr (m.in. Mr. Big). Do tej pory formacja dostarczała materiał najwyższej próby — jak zatem wypada „Paralyzed”?

Album „Paralyzed” ukazał się 27 lutego nakładem Frontiers Records i stanowi znakomitą kontynuację poprzednich wydawnictw zespołu. To prawdziwa uczta dla miłośników klasycznego, gitarowego grania. Muzycy są doświadczeni i nie muszą już niczego udowadniać — słychać, że tworzą zgrany kolektyw, który z pełną świadomością buduje swoje kompozycje.

Robin McAuley to wokalista z krwi i kości — potrafi budować napięcie, kreować klimat i w odpowiednim momencie pokazać drapieżny pazur. Dysponując takim głosem, można śmiało przenieść słuchacza w złotą erę lat 80. Reb Beach imponuje różnorodnością i melodyjnością solówek, a jednocześnie nie zapomina o chwytliwych riffach. Całość brzmi dojrzale i spójnie, a produkcja doskonale podkreśla ciężar i energię materiału. Na uwagę zasługuje również sugestywna, zapadająca w pamięć okładka.

Już otwierający „When the Cold Wind Blows” robi ogromne wrażenie. Utwór rozwija się stopniowo, budując napięcie, by w końcu uderzyć mocnym riffem i pokazać pełnię możliwości zespołu. To znakomita mieszanka hard rocka i melodyjnego heavy metalu. Z kolei „Death of Me” ma bardziej przebojowy, wręcz radiowy charakter — to kompozycja, która błyskawicznie wpada w ucho i ma potencjał, by podbić rockowe stacje.
W „Different Kind of Woman” można wychwycić echa twórczości Black Sabbath z okresu współpracy z Tony Martin, a także klimaty znane z repertuaru Dio. Utwór jest mroczniejszy, bardziej zadziorny, z wyraźnie zarysowaną linią melodyczną. Bardzo dobrze wypada także chwytliwy „If I Was King”, w którym McAuley ponownie udowadnia swoją klasę wokalną. „Shakedown” przynosi nieco lżejszy, bardziej bezpośredni klimat, doskonale wpisując się w stylistykę zespołu. W klimatycznym, lekko balladowym „I’m Ready” można doszukać się subtelnych nawiązań do brzmienia Whitesnake. To piękna, emocjonalna kompozycja, która na długo pozostaje w pamięci — być może jedna z najmocniejszych na całej płycie. Zespół potrafi również przyspieszyć tempo, czego dowodem jest energetyczny utwór tytułowy „Paralyzed”, przywodzący momentami na myśl stylistykę Judas Priest czy wspomnianego Dio. To prawdziwa petarda. Mroczny i stonowany „Battered and Bruised” czerpie inspiracje z klasycznego heavy metalu spod znaku Black Sabbath, Dio, a nawet Dokken. To kolejny wyrazisty punkt programu. Nieco słabiej prezentuje się zamykający album „What the Future Holds”, choć i on utrzymuje solidny poziom.

Black Swan konsekwentnie robi swoje, dostarczając muzykę wysokich lotów z pogranicza hard rocka i melodyjnego heavy metalu. Panowie doskonale wiedzą, jak komponować chwytliwe refreny i soczyste riffy. „Paralyzed” to album godny uwagi — naturalna i bardzo udana kontynuacja wcześniejszych dokonań zespołu.

Ocena: 8,5/10

sobota, 9 kwietnia 2022

BLACK SWAN - Generation Mind (2022)


 Miło widzieć, że hard rockowy Black Swan stworzony przez supergwiazdy to nie był jednorazowy skok w bok owych muzyków. Band wrócił z drugim albumem i "Generation Mind" to był jeden z najbardziej wyczekiwanych albumów przeze mnie. Wychowałem się przy dźwiękach Scorpions, Rainbow, Foreigner, Dokken, czy Dio. Ten band oddaje hołd dla starego dobrego hard rocka lat 80 i "Generation Mind" to płyta o wiele ciekawsza niż debiut i z pewnością porwie nie jednego słuchacza. Wiem na pewno, że to jedna z najlepszych płyt tego roku.

Ta płyta tak naprawdę ma wszystko. Klimatyczna okładka, soczyste i krystaliczne brzmienie, mamy też romantyczne i pełne finezji partie gitarowe Reba Beacha, którego znamy z Whitesnake.  Kawał dobrej roboty robi z pewnością niezwykły Robin McAuley, którego głos idealnie współgra z zwartością i z tym co band gra. Gwiazdorski skład uzupełnia basista Jeff Pilson z Foreigner i perkusista Matt Starr z Mr. Big. Płyta hard rockowa, o lekkim heavy metalowym zabarwieniu i tutaj jest wszystko przemyślane. Każdy utwór potrafi oczarować i zabrać nas do lat 80.

Zaczynamy od intra "before the light", który jest popisem Reba, który czaruje swoją grą. Przyspieszamy w "She hides behind" i to jest prawdziwa perełka. Wyrazisty riff, mocne uderzenie sekcji rytmicznej i przebojowy refren. Nie ma się do czego przyczepić. Klasycznie i nieco oldscholowo jest w nastrojowym "Generation mind".  Więcej heavy metalu można uświadczyć w cięższym i nieco mroczniejszym "Eagles Fly". Ach ta gra Beacha i niesamowity wokal Robina. Po prostu "wow" i owacje na stojąco. Tu mógłby nawet lecieć pop, a ponowie i tak by to zmienili w złoto. "See you cry" brzmi troszkę jak mieszanka Whitesnake i wczesnego Def leppard. "Killer on the loose" z koeli przypomina twórczość Scorpions z naciskiem na "Big city nights". Już sam riff jakoś tak bliźniaczo brzmi. Klimaty Foreigner czy whitesnake udało się uchwycić w spokojniejszym "how Do you feel?". Więcej energetycznego grania znajdziemy w "Long way down" czy "Wicked the day".

"Generation mind" to prawdziwa uczta dla fanów hard rocka z nutką heavy metalu. Każdy kto kocha Foreigner, Whitesnake, Scorpions, Dokken, Rainbow  czy Dio szybko się odnajdzie w świecie Black Swan. Dojrzała i przemyślana muzyka, która potrafi poruszyć swoim stylem i jakością. Prawdziwa perełka.

Ocena: 9/10