środa, 4 marca 2026

ACHILLES STEEL - Welcome to the war (2026)


 

Amerykański Achilles Steel działał przez krótki okres w latach 80., kiedy to zarejestrował demo. Wkrótce potem zespół rozpadł się i na długie lata zapadła cisza. Dopiero w 2024 roku formacja niespodziewanie powróciła na scenę. Muzycy postawili na rycerski heavy metal z nutą epickości, wyraźnie inspirowany dokonaniami takich grup jak Medieval Steel, Warlord, Omen czy Virgin Steele. Kto by pomyślał, że mało znany zespół z lat 80. powróci po tak długim czasie – i to od razu z debiutanckim albumem? „Welcome to the War” ukazał się 23 lutego nakładem Stormspell Records. Nie jest to może jedna z najlepszych płyt 2026 roku, ale z pewnością solidna porcja klasycznego heavy metalu.

Trzon Achilles Steel stanowi gitarowy duet Dave’a Chamberlaina i Johna Kelley’a. Muzycy konsekwentnie podążają ścieżką tradycyjnego, nieco zachowawczego heavy metalu o rycerskim zabarwieniu. Mentalnie i stylistycznie pozostają mocno zakorzenieni w latach 80. Nie jest to wada sama w sobie, jednak w ich kompozycjach momentami brakuje drapieżności, dynamiki i świeżości. Podobnie rzecz ma się z wokalistą – Steve Kelley nie zawsze przekonuje barwą i ekspresją. Jego głosowi brakuje charyzmy oraz odpowiedniego ładunku mocy, który wyniósłby utwory na wyższy poziom. Ostatecznie zespół oferuje solidny heavy metal, lecz brakuje mu argumentów, by konkurować z czołówką gatunku.

Na uwagę zasługuje okładka albumu – przyciąga wzrok i doskonale oddaje klimat materiału. Produkcja jest surowa, lekko przybrudzona, momentami niedoszlifowana, co z jednej strony nadaje jej oldschoolowego uroku, z drugiej – odbiera nieco przejrzystości. Zespół stawia na proste, chwytliwe motywy i klasyczne rozwiązania kompozycyjne. Na płycie znalazło się osiem utworów.

Album otwiera energetyczny „Welcome to the War”, kipiący duchem lat 80. i bojową atmosferą. Więcej epickiego, amerykańskiego heavy metalu otrzymujemy w „Achilles Steel” – to kompozycja może i nieodkrywcza, ale przyjemna w odbiorze. Zadziorny riff i przebojowość stanowią największe atuty dynamicznego „Stand Up”. Lekki, wpadający w ucho „Battlefield” buja w bardzo udany sposób i pokazuje zespół w korzystnym świetle. Epicki, klimatyczny „The Unknown Soldier” również broni się nastrojem, choć aż prosiłoby się o bardziej dopracowane aranżacje. Wyraźnie słychać tu inspiracje Virgin Steele czy Medieval Steel. Słabszym punktem wydawnictwa jest toporny „Sins of the Father”, któremu brakuje finezji. Z kolei rozbudowany „Children Born of War” potwierdza, że formacja potrafi tworzyć bardziej złożone kompozycje. Na zakończenie otrzymujemy energiczny i drapieżny „Feel the Steel” – dynamiczny utwór zakorzeniony w klasyce gatunku, który unaocznia potencjał drzemiący w zespole.

Achilles Steel spełnił swoje marzenie, wydając debiutancki album po tylu latach od pierwszej próby zaistnienia na scenie. W latach 80. nie udało im się przebić ani utrzymać na rynku. Jeśli jednak nie dopracują stylu i kompozycji, we współczesnych realiach również może być im trudno osiągnąć trwały sukces. „Welcome to the War” to rzetelny, klasyczny heavy metal – solidny, lecz niewykraczający poza ramy gatunku. Przed zespołem wciąż sporo pracy, ale przyszłość pokaże, czy wykorzystają swój potencjał.

Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz