Na początku swojej kariery niemiecki Victorius stawiał na poważniejszy wydźwięk oraz rasowy, ostry i agresywny power metal, wyraźnie inspirowany twórczością Gamma Ray, Helloween czy wczesnych dokonań DragonForce. Towarzyszył temu mroczny klimat, który jednak w okolicach 2020 roku ustąpił miejsca zupełnie nowej estetyce. Zespół obrał kierunek znacznie bardziej słodki, bajkowy i momentami wręcz kiczowaty. W tekstach zaczęły pojawiać się dinozaury, rycerze, ninja czy smoki, jakby muzycy nadmiernie zainspirowali się stylistyką Power Rangers. Okładki płyt nabrały jaskrawych, niemal growych barw, a sam Victorius zaczął przypominać Gloryhammer czy współczesne oblicze DragonForce — przynajmniej pod względem wizualnym.
Obecny styl grupy jest zdecydowanie bardziej przystępny i może trafić do szerszego grona odbiorców, zwłaszcza tych, którzy chcą na chwilę wrócić do beztroskich, dziecięcych emocji. Miłośnicy klasycznego power metalu, dobrej zabawy, chwytliwych melodii i dużej dawki przebojowości — w duchu Bloodbound, HammerKing czy Gloryhammer — ponownie będą zachwyceni. Victorius pozostaje na fali, a album „World War Dinosaur” to bardzo udana kontynuacja stylu wypracowanego na ostatnich wydawnictwach. Choć krążek jest nieco słabszy od poprzednika, wciąż prezentuje dokładnie to, czego można oczekiwać od zespołu.
Na plus należy zaliczyć stabilność składu — za materiał odpowiadają ci sami muzycy co wcześniej, co wyraźnie przekłada się na spójność i jakość. David Bałbin to wokalista, który nadaje utworom przebojowości i charakterystycznego, power metalowego sznytu. Jego styl idealnie współgra z muzyką zespołu i stanowi jeden z jego znaków rozpoznawczych. Gitarzyści Flo i Dirk koncentrują się na dynamice, chwytliwych solówkach i nośnych riffach — bez zbędnego komplikowania, za to z wyraźnym naciskiem na energię i dobrą zabawę. Nowy album Niemców to kolejna kopalnia potencjalnych hitów. Mimo lekkiego spadku formy względem poprzedniego wydawnictwa, poziom wciąż pozostaje wysoki. Stylistycznie nie ma tu większych zaskoczeń — zespół konsekwentnie podąża obraną ścieżką.
Choć płyta zawiera 12 utworów, całość trwa zaledwie 44 minuty, co przekłada się na krótkie, dynamiczne i intensywne kompozycje. Album otwiera rozpędzony „Kingdom of the Strong”, który przywodzi na myśl klasyczne dokonania Freedom Call. Refren jest typowo słodki, chwytliwy i niezwykle nośny, a solówki pełne energii przywołują skojarzenia z Gamma Ray. To mocne otwarcie, które skutecznie zachęca do dalszego słuchania.
Marszowy i epicki „World War Dinosaur” zdradza inspiracje stylistyką Sabaton — refren buja i oddaje esencję power metalu. Lekki i przebojowy „Dino Race from Outer Space” czerpie garściami z twórczości Kaia Hansena, a wpływy Freedom Call czy Power Quest są wyraźnie słyszalne. To rasowy, energetyczny hit.
Singlowy „Raptor Squad attack” stanowi ukłon w stronę Sabaton i DragonForce — jest nieco kiczowaty, momentami przesłodzony, ale jednocześnie pełen energii i dynamiki. „Brachio Bazooka Battalion” wyróżnia się rozbudowanymi partiami klawiszowymi oraz niezwykle melodyjnym charakterem. Chwytliwy motyw gitarowy i lekka atmosfera sprawiają, że utwór szybko zapada w pamięć, a wpływy Bloodbound są tu wyraźnie słyszalne.
Nieco bardziej posępny klimat wnosi „March to War”, pokazując, że zespół potrafi urozmaicić materiał. „Evil Mean Megalodon” to solidny, choć mniej wyróżniający się fragment płyty. Znacznie ciekawiej wypada „Dino Power Resistance”, który ponownie odwołuje się do klasyki gatunku — wpływy Gamma Ray i Freedom Call są tu bardzo wyraźne, czyniąc z utworu prawdziwą power metalową petardę.
Podobne emocje wywołuje dynamiczny „Prehistoric Panzer Power” — esencja stylu Victorius. „Golden Glory” to kolejny szybki i niezwykle melodyjny numer z mocnym gitarowym otwarciem. Album zamyka „Lost Legacy” — szybki, oldschoolowy kawałek będący hołdem dla klasyki gatunku.
Osoby, które nie przepadają za słodkim i przerysowanym power metalem, raczej nie znajdą tu nic dla siebie. Jednak Victorius doskonale odnajduje się w tej konwencji, oferując kiczowaty, ale niezwykle chwytliwy i pełen energii materiał, w którym pobrzmiewają echa Helloween, Gamma Ray, Freedom Call czy Power Quest. Nowy album pozostaje nieco w cieniu poprzednika, ale wciąż stanowi prawdziwą ucztę dla fanów gatunku. Pozostaje pytanie, jak długo zespołowi wystarczy pomysłów w tej stylistyce — na razie jednak utrzymują wysoki poziom.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz