niedziela, 4 października 2015

OBSIDIAN - Army of Darkness (2015)

Patrzę na szatę graficzną płyty „Army fo darkness” wydaną przez belgijski band o nazwie Obsidian i stwierdzam że bije z tej płyty taki klasyczny wyraz. Okładka nie zwykle prosta, budząca grozę i oddająca hołd dla okładek z lat 80. To już na samym wstępie zwiększa zainteresowanie płytą i naprawdę zasługuje ona na to by jej posłuchać. Dlaczego? Co może nam zaprezentować kolejna młoda kapela wzorująca się na swoich idolach z lat 80? Czy są wstanie wyróżnić się na tle wielu kapel tego typu? Enforcer, steelwing, Striker czy Skull Fist i wiele innych kapel mają niemal podobny styl i dlatego by dostać się do tej grupy trzeba mieć pomysł na siebie i na muzykę. W dodatku trzeba mieć umiejętności i dar do tworzenia hitów. Jak jest z Obsidian? Cóż słowa to za mało by w pełni opisać wrażenie, dlatego najlepszym sposobem na to jest sięgnięcie po ich debiutancki album „army of Darkness” który jest hołdem dla lat 80.

Belgijska formacja w tamtym okresie słynęła z porządnych speed metalowych kapel i Obsidian nie odcina się od tej historii. W ich muzyce pełno patentów wyjętych z heavy/speed metalu. Słychać echa Acid, Bad Lizard czy Crossfire. Obsidian na tle wielu innych kapel jakie grają ws tylu lat 80 wyróżnia się tym, że w swojej muzyce wtrącają sporo elementów thrash metalu. Jest agresja, odpowiednia motoryka, no i to co wygrywa Francisco na swojej gitarze jest tylko niezbitym dowodem na istnienie thrash metalu w muzyce Belgów. Wcale nie słychać że to pierwszy album tej formacji, bowiem płyta jest energiczna, wypchana mocny riffami i melodyjnymi solówkami. Cały czas utrzymane są wysokie obroty jeśli chodzi o szybkość, a jakość w żaden sposób nie cierpi. Słychać, że muzycy są doświadczeni i wiedza co chcą robić i wiedzą jak zainteresować słuchaczy. Wad nie uświadczymy i właściwie można mówić tutaj tylko o zaletach. Otwieracz na tego typu płytach odgrywa kluczową rolę. Pierwsze wrażenie i pierwszy kontakt z zespołem to nie przelewki i trzeba podejść do tego z powagą. Zespół postawił na szybki i rytmiczny „End of Days” i to dobry wybór. Utwór jest prosty, chwytliwy a w dodatku nie ukazuje jeszcze w pełni zainteresowań zespołu thrash metalem. Speed metalowy „Get in the Pit” ma coś z starego Motorhead co jest ciekawym zjawiskiem, który działa na korzyść płyty. Bardzo podoba mi się to co wyprawia perkusista Mike Lopez na płycie, zwłaszcza w rozpędzonym „Fix Me Up”, który już bardziej uwidocznia zainteresowania thrash metalem. Do grona perełek na pewno trzeba zaliczyć szybki „I want it all” czy nieco punkowy „Repeat after me ... i am free”.Bardzo klasycznie i speed metalowy brzmi świetny „Army of Darkness”, który jest moim prywatnym faworytem z tej solidnej i równej płyty. Utwór ten znakomicie ukazuje umiejętność tworzenia hitów, a także potencjał kapeli. Na koniec mamy bardziej stonowany i heavy metalowy „Evil that lies within”, który wnosi nieco urozmaicenia do całości.

To się nazywa naprawdę udany debiut, który nie nudzi, tylko mocno zapada w pamięci. Prosty, treściwy krążek, który utrzymany jest w klimacie lat 80. Jego urok polega na tym że jest to bardzo szczere granie przesiąknięte speed/heavy/ thrash metalem. Ta mieszanka jest tutaj dobrze wyważona i obyło się bez wpadki czy nie potrzebnej pomyłki. Belgijski Obsidian ma bardzo dobry start, ma potencjał na coś więcej i mam nadzieję że kolejne albumy będą tylko kolejnym krokiem w ich rozwoju i w osiągnięcia zasłużonego miejsca w belgijskiej scenie metalowej. Gorąco polecam.

Ocena: 8.5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza