czwartek, 14 maja 2020

FRAISE - The fifth sun (2020)

"The fifth sun" to już 5 album szwedzkiej kapeli Fraise. Nie jest to może formacja wielkiego formatu, ani nie ma większego grona fanów, to jednak  band potrafi grać solidny heavy/power metal. Dużym plusem jest to, że biorą sobie za wzór Helloween czy Gamma ray. Tą fascynację latami 90 słychać i to jest piękne.

Kluczową rolę w zespole odgrywa Staffan Ericson, który wyróżnia się charyzmą i stylem śpiewania. Nie jest to jakiś klon Kiske czy Dickinsona i to też jest jakiś plus.  To właśnie Staffan nadaje kompozycjom klimatu lat 90. Brzmienie też wzorowane na płytach power metalowych z lat 90.

Pamiętacie intro do "Better than Raw" Helloween? Jeśli tak to doznacie efektu dejavu przy "Opusalis Consentum". Klimatyczne intro sprawia, że czujemy się jak w domu i już wiemy co nas czeka. Równie dobrze wypada "Wake up, shining" i jest pazur i heavy/power metal w znakomitym wydaniu. Steffan tutaj momentami przypomina Urbana Breeda. Niby nic nowego tutaj nie mamy, a cieszy takie nawiązanie do lat 90. Jeszcze ciekawszy wydaje się rozpędzony i dynamiczny "Be one of us", który również mocno czerpie z Helloween. Band troszkę gorzej wypada w stonowanych dźwiękach pokroju "Lust for Life". Warto wyróżnić też melodyjny "Sintesia" czy przebojowy "In the End". Niby wszystko ok, ale to tylko solidne granie i nic ponadto.

Fraise zapewnia miłą wycieczkę do lat 90 i heavy/power metalu z tamtego okresu. Niby wszystko tu jest, ale czegoś brakuje. Może ciekawszych kompozycji? Może mocniejszego brzmienia? Może więcej pomysłowości? Pewnie tak, ale to wciąż całkiem przyzwoity album w klimatach power metalu lat 90.

Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza