środa, 2 kwietnia 2025

ASCALON - The Black Library (2025)


 Mam słabość do pięknych okładek heavy metalowych, zwłaszcza do takich gdzie panuje klimat grozy, tajemniczości, mrocznego fantasy czy s-f. W latach 80 było od groma takich okładek. Dzisiaj liczy się bardziej estetyka i dbałość o detale. Zdarzają się jednak piękne, rysowane okładki, które są wzorowane na tych z lat 80. Taki zdarzają się perełki i taką na pewno jest okładka "The Black Library", czyli debiutanckiego albumu brytyjskiej kapeli o nazwie Ascalon. Band swoje pierwsze kroki stawiał w 2012 r i od razu obrali sobie za cel granie klasycznego heavy metalu, który czerpie przede wszystkim z brytyjskiej sceny metalowej. Band czerpie inspiracje z Amulet, iron maiden, Twisted Tower Dire czy Seven Sisters. Okładka imponuje i na długo zostaje w pamięci. Przypomina mi się pewna okładka Crossfire z czasów Masouleum Records. Ascalon ma jedną z najlepszych okładek heavy metalowych ostatnich lat, a jak muzyka?

Można by napisać krótko, że petarda i znakomity debiut prosto Brytanii, ale panowie zasługuje na coś więcej. Trzeba pochwalić band, bo odwalił kawał dobrej roboty. Panowie przygotowali się i pokazują na debiucie, że drzemie w nich potencjał, że nie są leszczami bez wizji i pomysłowości. Liderem grupy jest wokalista i i gitarzysta Matt Gerrard, który jest motorem napędowym zespołu. Co za drapieżny głos, co za pasja i charyzma. To się nazywa rasowy, heavy metalowy głos. Nadaje całości klimatu lat 80 i agresji. Razem z Craigiem Devlinem tworzą niszczący duet gitarowy. Jest urozmaicenie, jest dynamika, melodyjność i pomysłowość. Panowie starają się nas porwać, zaskoczyć i oddać hołd kapelom z lat 80.  Taki heavy metal to ja uwielbiam i nie trzeba zbytnio przekonywać do jakości. Wystarczy odpalić album i przekonać się na własnej skórze, że ta piękna okładka to nie jedyny atutu Ascalon.

Można ponarzekać, że materiał bo trwa tylko 35 minut. Fakt, można by wydłużyć ten czas i dać nam więcej tego brytyjskiego heavy metalu. Szkoda. Gotowi na przygodę? No to ruszamy. Zaczyna się klasycznie i bardzo w stylu lat 80. Nastrojowe intro w postaci "Prospero Burns". To wejście gitar, ta melodia i klimat lat 80. Co za cios! Przechodzimy do konkretów. Mocne wejście głosu Matta i ruszamy wraz z "Thousand Sons" i jest rycerski klimat, jest nutka iron maiden i NWOBHM. Definicja heavy metalu i za to kocham tą muzykę. Ten riff, ta przebojowość, ten głos. Wszystko brzmi idealnie i nic bym tu nie zmienił. Zaczyna się uzależnienie i chce się jeszcze więcej muzyki Ascalon. Czas wbić drugi bieg i nieco przyspieszyć. Wkracza rozpędzony "The Black Library" i pełno tu elementów Iron maiden, ale nie tylko. Nowa jakość brytyjskiego heavy metalu i znów band błyszczy i pokazuje swój potencjał. Nie odkrywają niczego nowego to fakt, ale umiejętnie odkurzają stare patenty, a przy tym sa bardzo autentyczni. Przychodzi "Event Horizon" i ten mroczny klimat robi robotę. Band zwalnia i stawia na ciężar.  Zabawa jest przednia, a to dopiero połowa płyty. Kolejny killer to energiczny i niezwykle przebojowy "No worlds Left To Conquer" i brzmi troche jak iron maiden na sterydach. Tajemniczy klimat daje osobie znać w "All Empires Fall" i znów znakomity hołd dla lat 80 i klasyki NWOBHM. Jak to świetnie brzmi i do tego ten łatwo wpadający w ucho refren. Czysta magia. Troszkę heavy/speed metalowej motoryki dostajemy w rozpędzonym "Staff of Stars". Riff i praca gitar to czysta perfekcja. Nie zwalniamy tempa i idziemy za ciosem. Szybki i bezlitosny "Eye of horus" nie bierze jeńców i znów pełno patentów iron maiden i tego z najlepszych lat. Prawdziwa petarda ! Wszystko co przyjemne szybko się kończy to prawda. Finał to epicki i pełen smaczków "Edge of the rainbow". To wejście gitar, ta melodyjność to czysta klasa sama w sobie. Refren sieje zniszczenie i band rozwala system.

Debiut idealny i nie mam do czego się przyczepić. Ten album ma wszystko. Zadziorne brzmienie, które jest wzorowane na latach 80. Przepiękną i mroczną okładkę, który budzi grozę i zapada w pamięci. Matt swoim głosem sieje zniszczenie i pokazuje, że ma charyzmę i miłość do heavy metalu. Pasja, ciężka praca, pot i hołd dla lat 80 dał w efekcie "The Black Library", czyli zaginiony klasyk lat 80. 9 niesamowitych kompozycji, 9 killerów, 9 świetnych kompozycji, które ukazuje oblicze zespołu i jego potęgę. Ascalon od razu wbija się na salonu, od razu pcha się do grona najlepszych zespołów. Wejście smoka z prawdziwego zdarzenia, a ja nie mogę się doczekać kolejnych płyt tej kapeli. Debiut roku 2025 i zobaczymy czy ktoś powtórzy ten wyczyn. Brawo Ascalon!

Ocena: 10/10

2 komentarze:

  1. Okładka jak okładka, czachę i piramidę zgapili z Crossfire "Second Attack"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo 😁 crossfire i second attack to świetna płyta 😁

      Usuń