poniedziałek, 31 marca 2025

ON MY COMMAND - Conquer (2025)


 Minęły 4 lata od czasu wydania "Prey" i choć lata lecą, to australijski On My Command jest dalej wierny swojemu stylowi i dalej trzyma się stylistyki heavy/thrash metalu. Band dalej napędza Sean Mackay, który odpowiada za partie gitarowe, wokal i bas. Robi dalej swoje i nie patrzy się na ich. Stawia na drapieżność, oldscholowy feeling, a w tym wszystkim wspiera go perkusista James Knoerl. "Conquer" miał premierę 28 marca i to w dalszym ciągu muzyka przesiąknięta Running Wild, Metaliką, czy Judas Priest.

Uwielbiam okładki Andreasa Marschall, który zawsze stworzy miłą dla oka okładkę. Tak samo jest i tym razem. Od razu widać kto jest autorem. Samo brzmienie też solidne i pasujące do zawartości. W dalszym ciągu odnoszę wrażenie, że On My Command ma potencjał, ale nie zostaje w pełni wykorzystany. Brakuje pomysłu na hity, na killery. Dostajemy tak naprawdę kawał porządnego rzemiosła, ale nic ponadto. Brakuje elementu zaskoczenia i tego błysku geniuszu. Dobrze się tego słucha, ale w takiej stylizacji zdarzają się o wiele ciekawsze rzeczy. Mackay dwoi się i troi, by materiał był ciekawy i porywający. Nie zawsze udaje się w pełni wykonać owe zadanie.

Dobrze zaczyna się "Conquer" bo od topornego, mrocznego i takiego przesiąknięty latami 80 czy 90 "The Thunder King". Jest pazur, energia i świetne rozegrane solówki.  Dalej mamy nieco stonowany i heavy metalowy "Burning Desire" i to dobry utwór, ale nie wzbudza większych emocji.  Echa Manowar czy też Running wild można wyłapać w "By this Sign" i to całkiem udany utwór. Jak dla mnie On my comman powinien pójść w bardziej energiczne granie, jak to zaprezentowane w "Shoulders of Giants". W końcu jakiś pomysłowy riff, odpowiednia dynamika i przebojowy charakter. Rasowy killer i szkoda, że mało tutaj tego typu kawałków.  Najdłuższy na płycie jest "You are Beaten" i tutaj dostajemy bardziej thrash metalową stylistykę. Band pokazuje się z bardziej agresywnej strony. Ciary mam również przy melodyjnym "Phantasm" i ten rycerski charakter daje o sobie znać. Przykład, że w tej formacji drzemie potencjał. Potrafią się zerwać i stworzyć coś godnego uwagi. Podobne emocje wywołuje energiczny "The Final Battle". Riff mocny, agresywny, a całość bardzo melodyjna i pomysłowa. On my Command w najlepszym wydaniu!

Nie jest to może najlepsza płyta roku 2025, ale to kawał naprawdę solidnego grania z kilkoma ciekawymi przebłyskami. taki "phanttasm" czy "The final battle" potrafią wywrzeć wrażenie. Heavy/thrash metal pełną gębą i tego nie da się ukryć. On my command dalej gra swoje i robi to naprawdę dobrze. Nie zawodzą i znów dostarczają wartościowy album.

Ocena: 7.5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz