poniedziałek, 20 kwietnia 2026

CRIMSON GLORY - Chasing the hydra (2026)


 

Wielu fanów progresywnego power metalu od lat wyczekiwało powrotu jednej z najważniejszych gwiazd tego gatunku – Crimson Glory. Zespół powstał w 1983 roku i wydał kilka klasycznych albumów, po czym na długi czas zniknął ze sceny. Śmierć wokalisty Midnight pokrzyżowała dalsze plany grupy. Później jego miejsce zajął Wade Black, a w 1999 roku ukazał się ostatni jak dotąd album tej znakomitej formacji.

Modlitwy fanów zostały jednak wysłuchane – po 27 latach Crimson Glory powraca z nowym wydawnictwem zatytułowanym „Chasing the Hydra”. Płyta ukazała się 17 kwietnia i skierowana jest przede wszystkim do miłośników progresywnego heavy i power metalu, zwłaszcza fanów takich zespołów jak Queensrÿche, Savatage czy Fates Warning. Po tak długiej przerwie można było oczekiwać dzieła wybitnego – niestety, aż tak dobrze nie jest.

Pojawiały się obawy dotyczące nowego wokalisty i jego możliwości. Istniało ryzyko, że nie udźwignie materiału i zawiedzie oczekiwania słuchaczy. Na szczęście okazały się one bezpodstawne – Travis Wills to utalentowany artysta, którego głos świetnie wpisuje się w stylistykę zespołu. Potrafi budować napięcie i nadać utworom progresywny charakter. Jego potencjał jest wyraźnie odczuwalny.

Partie gitarowe są klimatyczne i utrzymane w progresywnym duchu, z wyraźnymi wpływami power i heavy metalu. Niestety, nie wszystkie kompozycje wypadają równie przekonująco i zdarzają się słabsze momenty. Mimo to całościowo album prezentuje się dobrze i przyjemnie się go słucha. Rozpoczyna on nowy rozdział w historii Crimson Glory, w którym wyraźnie słychać duży potencjał. Duet gitarowy Borgmeyer/Jackson jest zgrany i stawia na wyszukane melodie, interesujące motywy oraz progresywną złożoność. Słychać w tym wszystkim pasję i próbę nawiązania do najlepszych dokonań zespołu. Na plus należy zaliczyć również klimatyczną okładkę oraz dopracowane brzmienie.

Album trwa 47 minut i oferuje różnorodny materiał, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Wyraźnie czuć, że zespół postawił na budowanie atmosfery i progresywną formę, nie stroniąc przy tym od inspiracji wspomnianymi wcześniej grupami.

Płyta rozpoczyna się mocnym akcentem w postaci melodyjnego i przebojowego „Redden the Sun” – utworu, w którym wszystko się zgadza, a wokal Travisa robi ogromne wrażenie. Tytułowy „Chasing the Hydra” to z kolei kompozycja bardziej zróżnicowana, nastawiona na klimat i progresywność, która szybko zapada w pamięć. Dalej pojawia się spokojniejszy „Broken Together”, który jednak sprawia wrażenie przerostu formy nad treścią. Znacznie ciekawiej wypada „Angel in My Nightmare” – dynamiczny, bogaty w chwytliwe melodie i jeden z najmocniejszych punktów albumu.

Dobrze prezentuje się również energiczny „Indelible Ashes”, zachwycający pomysłowym riffem. Więcej agresji i pazura wnosi „Beyond the Unknown”, w którym zespół ponownie udowadnia swoją kreatywność, a mroczny klimat działa na korzyść kompozycji. „Armor Against Fate” to kolejny zadziorny utwór, który łatwo zapada w pamięć – szczególnie dzięki znakomitej formie wokalnej Travisa, momentami przywodzącej na myśl King Diamond. Na uwagę zasługuje także rozbudowany i pomysłowy „Pearls of Dust”, pokazujący ambicje zespołu w tworzeniu bardziej złożonych form.

Na przestrzeni całego albumu wyraźnie słychać potencjał i zaangażowanie muzyków. Cieszy fakt, że Crimson Glory powrócił na scenę. Szkoda jedynie, że zamiast arcydzieła otrzymaliśmy „jedynie” bardzo dobry album. Płyta ma swój klimat, oferuje interesujące riffy i solidne kompozycje, jednak momentami brakuje jej większej przebojowości i wyrazistej melodyjności.

Nowy wokalista pozytywnie zaskakuje i daje nadzieję na jeszcze lepsze wydawnictwa w przyszłości. Na ten moment jest to udany powrót, który zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz