sobota, 14 września 2013

BLAZON STONE - Return to Port Royal (2013)

Ahoj, wszyscy na pokład, pora ruszyć w niezapomnianą podróż, przygodę. Cel? Oczywiście obieramy kierunek na Port Royal. Wiele wód, wysp odkryła bandera Rolfa Kasperka, który pływał również w okolicach Port Royal w latach swojej glorii i chwały. Któż z nas nie pamięta wycieczki do Port Royal? Tortuga Bay i pływanie ze sztormem w tle też są tutaj godne zapamiętania, podobnie jak wyprawa na wyspę skarbów. Niestety ale statek o nazwie Running Wild pływa już niemal od ponad 30 lat i już nieco zardzewiał. Wiele dobrych piratów jak Thilo Hermann czy Jorg Micheal odeszło i poszło w swoim kierunku i obecnie kapitana Rolfa wspiera Peter Jordan. Dawno nie wybierali się w tamte rejony, które przyniosły im sławę, a ostatnia wyprawa „Shadowmaker” nie zakończyła się takim sukcesem jakim fani by chcieli. W tym roku ma być „Resillent” czyli nadzieja na powrót do śpiewania pirackich szantów, do rabowania, łupienia i picia rumu w dużych ilościach. Pytanie czy stara bandera Kasperka na nieco zardzewiałym statku dostarczy nam takich emocji jak za dawnych lat? Otóż to, ale na szczęście nie brakuje młodzieńców, którzy też chcą podążać piracką drogą . Ced, który jest znany z Rocka Rollas, czyli szwedzkiego heavy metalowego zespołu, w którym też echa Running Wild można było usłyszeć na debiutanckim albumie postanowił założyć Blazon Stone – zespół który pozwoli fanom zaznać ponownie tej magii znanej nam z „Black hand Inn”, „Port Royal” czy „Death Or Glory”. Dwu osobowa bandera Ceda wybiera się w dziewiczy rejs łajbą Blazon Stone i obiera za kurs Port Royal. Około 20 lat przyszło czekać, aż ktoś się podejmie się podobnej wyprawy w podobne rejony co Running Wild, ale jednocześnie z taką samą pasją, z taką samą magią i pirackim klimatem. „Return to Port Royal” to debiutancki krążek Blazon Stone, ale można to traktować również jak zagubiony album Running Wild. Czego się można spodziewać po tej wyprawie?

Nazwa Blazon Stone, która nasuwa oczywiście album „Blazon Stone”, tytuł płyty „Return To Port Royal” nasuwa na myśl album „Port Roayl” Running Wild. Zaś patrząc na tą iście piracką i genialną szatę graficzną można zobaczyć w niej coś z „Under Jolly Roger”. Fakty mówią za siebie, że narodził się nam zespół, który może zająć miejsce po Running Wild. Stylistycznie nie ma tutaj kombinowania i otrzymujemy muzykę w stylu Runnning Wild z najlepszych lat. Tak więc nie zdziwcie się jak usłyszycie w kawałkach odesłania do znanych płyt Rolfa Kasperka. Cel zamierzony, ale jaki końcowy efekt daje. Całość w tym przypadku brzmi jak zagubiony album Running Wild z lat 80. Tak jak w Running Wild Rolf Kapserek pełni rolę kapitana i zawsze starał się sam stworzyć, tak w Blazon Stone kapitanem i motorem napędowym jest Ced, który zajmuje się niemal wszystkim. To on skonstruował linie melodyjną utworów, to one je skomponował, to dzięki niemu magia Running Wild jest w Blazon Stone, a kompozycje niszczą swoją energią, melodyjnością i pirackim klimatem. Od strony gitarowej dzieje się sporo i wystarczy posłuchać epickiego „The Tale Of Vasa” w którym dzieje się sporo i choć na myśl przychodzi „The battle Of Waterloo” czy „Treasure Island” to ten kawałek ma swój charakter. Sporo ciekawych rozwiązań, sporo atrakcyjnych melodii, a wszystko to utrzymane oczywiście w pirackim stylu. Czego mi brakuje na ostatnich płytach Running Wild? Szybkości, tej magii z starszych płyt, agresji, pirackiego klimatu. To wszystko znalazłem na tej płycie Blazon Stone. Właściwie dominują szybkie kawałki i taki „Wind In The Sails” z melodią wyjętą z „Siberian Winter czy chwytliwy „Stand you Line” który jest godnym następcą „Riding The Storm” tylko potwierdzają ten stan rzeczy. Running Wild słynął też z dobrych intr, jednak te czasy już ma dawno za sobą, ale Blazon Stone i tutaj pomyślał o wszystkim i zadbał o krótkie klimatyczne „Intro”, które jest równie genialne co te znane z „Pile Of Skulls”. Ced choć zajmuje się tutaj całą warstwą instrumentalną to udało mu się zapewnić znakomitą sekcję rytmiczną o jakiej można pomarzyć tylko na nowym albumie Running Wild. By dorównać Running Wild, ba nawet zastąpić ich na scenie w przyszłości trzeba umieć tworzyć hity, mieć w sobie geniusz kompozytorski jaki miał bez wątpienia Rolf i wiecie co? Ced go ma i chwała że wciąż są tam gdzieś tacy młodzi uzdolnieni muzycy, którzy tworzą z pasji do muzyki, a nie dla pieniędzy. Dlaczego Blazon Stone udało się tak dobrze odtworzyć to co najlepsze w Running Wild? Dlaczego im udało się nagrać tak magiczny album? Kolejnym tutaj elementem składowym jest wokalista Erick, który brzmi podobnie do Rolfa. Jest to specyficzny, piracki wokal, który idealnie odnajduje się w takim graniu. Utwór „Return To Port Royal” to prawdziwy hit, który wciąga w piracki świat. Charakterystyczne akustyczne wejścia znane z Running Wild też tutaj występują co słychać w „Amistad Rebellion”, czy „Blackbeard”. No i na koniec chciałbym wspomnieć o perełce „High Treason”, który przenosi do czasów „Pile Of Skulls” czy „Black Hand Inn”. Dużo odesłań do płyt Running Wild, jednak to są tylko smaczki, bo nie ma tutaj odgrzewania kotletów, a jedynie stworzenia czegoś własnego bazując na znanych patentach z Runnning Wild.

Wyprawa pełna emocji, zaskoczeń i miłych smaczków klasyki Running Wild. Ced i jego Blazon Staone pokazał że można grać w starym stylu Running Wild. Udowodnił, że temat pirackiego metalu nie został wyczerpany, że można wciąż dopisać kolejne rozdziały historii Running Wild. Ten rok będzie rokiem konfrontacji doświadczonego i legendarnego Running Wild prowadzonego przez Rolfa i P.J z Blazon Stone prowadzonego przez Ceda I Ericka i wiecie co? Czuje, że Running Wild nie da rady przebić „Return To Port Royal”. Ta płyta jest po prostu magiczna, utrzymana w klasycznym stylu Running Wild z najlepszych lat. Szukałem czegoś takiego od lat, czekałem na młodego muzyka który ruszy z własnym zespołem w piracką podróż śladami Rolfa Kasperka i ten czas w końcu nastał. Najlepszy debiut roku 2013 i jeden z najlepszych albumów roku 2013, o ile nie najlepszy. ”Ready For Boarding”? Arrr

Ocena 10/10

19 komentarzy:

  1. Łukasz, w XVIII wieku, czyli czasach glorii i chwały piratów statków nie budowano ze stali, więc statek zwany "Running Wild" na pewno nie zardzewiał, a jak już to namókł, drewno popękało , a maszty dawno już nie nadymają się wiatrami. Co zaś tyczy się nowego pirackiego okrętu "Blazon Stone" to rzeczywiście jest to rzecz odświeżająca tę nieco zapomnianą już stylistykę, ale czy zasługująca aż na całe 10 to nie jestem przekonany. Jak dla mnie raczej na solidną ósemkę, ale nie poraził mnie aż tak, żeby aż o nim pisać. I jeszcze uwaga stylistyczna: naprawdę przyjemniej się będzie czytało teksty, jak dasz krótkiego leada (tu wystarczyłyby słowa o zaproszeniu na pokład), przebijanie się przez takie duże akapity na początku tekstu to katorga i zwracaj też uwagę na powtórzenia słów, za często są te same zbyt blisko siebie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to jest jak pisze się w emocjach :P grunt żeby album był zauważony :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, i w pośpiechu zapewne, co widać w tej i innych recenzjach. Interpunkcja i literówki to jedno, ale kto to jest Rolf "Kapserek"?

      Czy się czepiam? Tak, jak najbardziej. Dlaczego to robię? Dlatego, że błędy jedynie szkodzą tekstom na ciekawe tematy.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Jeśli nie możesz dostać od swojego ulubionego zespołu płyty która mogła by cię zadowolić i na jaką czekasz od lat... nagraj ją sam, pewnie Ced wyszedł z takiego założenia i nagrał świetny album który można postawić na półce obok najlepszych dokonań Running Wild, miejmy nadzieje że to nie jest jednorazowy skok Ceda w piracki świat \m/.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest:D poinformował mnie że już jest szykowany drugi album :D Ma się ukazać w połowie 2014 :D Miło że nie jestem sam z podobnym odczuciem. Płyta brzmi jak zagubiony klasyk Running Wild :D

      Usuń
    2. Jak sam z resztą wiesz jest wiele kapel wzorujących się na dokonaniach Running Wild, Helloween itd. a to jest po prostu wskrzeszenie stylu każdy szczegół od okładki przez tematykę na muzyce kończąc; zakładając że taki Stormwarrior odwzorował Walls Of Jerycho na pierwszej płycie to i tak było tam więcej Stormwarrior jak Helloween a tu jest 90% Running Wild... a z resztą co ja Ci tu beda dupcył jak sam dobrze wiesz o co chodzi mamy godnych następców running'ów i tyle :P .

      Usuń
    3. Dobrze powiedziane :D Co ciekawe tutaj mamy też dwóch muzyków :D Tak jak w przypadku Running Wild. Ale tutaj duet wypada o wiele lepiej:D Słyszałem próbki też nowego Rocka Rollas który ma się ukazać w 2014 i też szykuje się pogrom:D Ced jest kurde bardzo uzdolniony :D Aż strach pomyśleć jakby się zjednoczył z rolfem :D

      Usuń
    4. To by mogło być bardzo epiRAckie połączenie hehe.

      Usuń
  4. Płyta wypas i pewnie jednocześnie koszmarek dla tych, którzy ściskali sobie z entuzjazmem gruchę Brotherhood i późniejszych kasparkowych gniotkach. Tak, panowie, takie płyty można jeszcze nagrywać - kopia, ale jakże znakomita.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie róbcie sobie jaj! Oklepany, przez kalkę grany, bezpłciowy materiał. Obok Port Royal nawet nie leżało. 5/10. Przemija na drugi dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taa a jakby Running Wild teraz takie coś by wydał to wszyscy by piali z zachwytów. A co Running nie klepał tego samego? klepał i to wyniosło ich na szczyt, bo cały czas trzymali się swojego i grali na wysokim poziomie. Blazon Stone wraca do tamtych czasów i robi to znakomicie. Nie znam drugiej takiej kapeli która tak oddaje ducha Running Wild. Przemija? Jak można nie pamiętać "Return To Port Royal" "Stand In Line" czy "High treason"? . Taki klon jak Blazon Stone był wrecz potrzebny, bo sam Running wild zatracił swojego pirackiego ducha. Mnie ten fakt cieszy, bo uwielbiam "port Royal", "Pile of Skulls" i inne klasyki. Brakowało mi takiego grania. Szanuje twoją opinię i pozdrawiam

      Usuń
  6. Czy ktoś napisał, że Running Wild nie klepało na jedno kopyto? Klepało, aż nic nie zostało. Tylko, że nie jest to powód, by słuchać epigonów ocierających się o granice plagiatu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię takich "zrzynaczy". Kilka lat temu wpadłem też na kapelę kopiującą niemal w stosunku 1:1 Dissection, czyli Thulcandra, takie kopiowanie mi nie przeszkadza, a nawet bardzo cieszy. RW się nieco zagubił przy ostatniej płycie, więc miło posłuchać gości, którzy graja Running Wild lepiej niż Running Wild :P Swoją drogą, zaprezentowany ostatnio fragment Bloody Island daje nadzieję na ogarnięcie się RW.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiadomo że RW jest tylko jedno ale niestety ostatnimi czasy pobłądzili gdzieś po oceanie...dla mnie skończyło się w '98 kolejne płyty no cóż zbierałem bo jestem ich fanem ale było coraz gorzej a ostatnie dokonania to po prostu porażka... ale BLAZON STONE pokazał że da się stworzyć coś świetnego w stylu RW sprzed lat w stylu który każdy fan RW uwielbiał. Jak dla mnie płyta znakomita słucha się jej wyśmienicie myślę że pobije (chyba nawet już pobiła) na łeb i szyję najnowsze dokonanie Rolfa...Oby Ced dotrzymał słowa i wydał kolejną płytkę bo chyba nie mamy co liczyć że RW powróci do takiego grania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Młodzież daje czadu,szacuneczek za świetną płytkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. raczej młodzieniec:D Właściwie Blazon Stone to Ced :P Prace nad drugim albumem się rozpoczęły i nie mogę się doczekać :D

      Usuń
  10. toż to jest perełka!, no uczciwie przyznam, że dawno nie wpadłem przypadkiem na tak nieznaną, a tak dobrą twórczość, Resilient już wyszedł i oczywiście nie dał rady, ja jestem tym Blazon Stone zachwycony, po nazwie i okładce sądziłem, ze to cover band RW ,pewnie ze podobne jak diabli , ale zagrane fantastycznie, tempo niesamowite i wcale , ale to wcale nie nuży !! uwielbiam tych chłopaków po jednym przesłuchaniu .... 10 w pełni zasłużona.

    OdpowiedzUsuń
  11. running wild słucham całe życie obecnie 38, chciałbym grać w takiej kapeli jak blazon stone jak ich slucham to czuję że zyję

    OdpowiedzUsuń