Po 12 latach multiinstrumentalista Chris Brookes powraca z nowym albumem swojego zespołu Kill Or Cure. Na scenie metalowej działa od 2006 roku, a grupa ma na koncie dwa wydawnictwa. Najnowszy krążek, zatytułowany "The Prisoner", ukazał się 17 kwietnia i jest propozycją dla słuchaczy ceniących nowoczesny, drapieżny heavy metal z domieszką thrashu i groove metalu. Fundamentem całości są mocne riffy, agresywne zagrywki, przebojowość oraz chwytliwe melodie. To wszystko sprawia, że nowy album Kill Or Cure zdecydowanie zasługuje na uwagę. Dodatkowo stanowi on piękny hołd dla zmarłego gitarzysty Dana Hornera, który brał udział w tworzeniu partii gitarowych.
Jednym z największych atutów zespołu jest jego lider – Chris Brookes. Jego głos to prawdziwa ozdoba płyty. Można odnieść wrażenie, że jest to mieszanka wokalisty Persuader oraz Jo Amore z czasów Nightmare. Da się również wychwycić inspiracje Metalliką, jak i innymi zespołami z pogranicza groove metalu. Formacja porusza się w nowoczesnych brzmieniach, umiejętnie łącząc agresję gitar z wyraźną melodyjnością, co daje bardzo atrakcyjny efekt końcowy.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje także Dan Hepner, który zaprezentował na płycie wysoki poziom umiejętności. To w dużej mierze dzięki niemu album jest zróżnicowany i pełen energii. Szkoda, że nie usłyszymy go więcej w tej roli, jednak pozostawił po sobie wyraźny ślad. Obecnie przejął on dodatkowe obowiązki w zespole. Całość słucha się z dużą przyjemnością – słychać tu pasję oraz przemyślany kierunek stylistyczny. Do ideału jednak nieco brakuje, ponieważ pojawiają się słabsze momenty. Mimo to album jako całość wypada bardzo dobrze.
Już otwierający płytę utwór "Uprising" pozytywnie nastraja – to dynamiczny, pełen energii kawałek zagrany z wyczuciem i rozmachem. Następnie otrzymujemy agresywny, momentami thrashowy "The Working Dead", który imponuje tempem i mocnym riffem. W "Fragments" zespół pokazuje swoje bardziej melodyjne, a zarazem przebojowe oblicze. "The Ascendings" skręca nieco w stronę rocka i ma bardziej komercyjny charakter, jednak przyjemnie buja. Niestety "100 Days" wypada dość blado – utwór nie wnosi wiele do całości i sprawia wrażenie niedopracowanego.
Na szczęście poziom wraca przy "The Remnant", który swoją agresją może przywodzić na myśl dokonania Persuader – to mocny punkt albumu. "The Bitter End" to z kolei energiczny numer utrzymany w stylistyce heavy i thrash metalu, w którym słychać inspiracje Metalliką. Album zamyka melodyjny "My Design", stawiający na klimat i bardziej emocjonalne brzmienie.
Kill Or Cure stworzył album wartościowy, nowoczesny i melodyjny, pełen mocnych riffów oraz chwytliwych momentów. Szkoda jedynie kilku słabszych fragmentów, które nieco obniżają końcową ocenę. Mimo to "The Prisoner" to przemyślana i interesująca mieszanka gatunkowa, której zdecydowanie warto dać szansę.
Ocena: 7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz