Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haunt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haunt. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 sierpnia 2025

HAUNT - Ignite (2025)


 Ciężko nadążyć za produktywnością amerykańskiego zespołu Haunt. Działają od 2017 roku, a na swoim koncie mają już dziesięć albumów. Ich twórczość to hołd dla heavy metalu lat 80., w klimacie zbliżonym do Enforcer, Cauldron czy Night Demon. Grupa stawia na klasyczne brzmienie i radzi sobie w nim całkiem dobrze, choć światowej kariery jeszcze nie zrobiła. Najnowszy album nosi tytuł Ignite i ukazał się 13 sierpnia.


Od 2023 roku skład Haunt pozostaje niezmienny. Centralną postacią jest Trevor Church – odpowiada zarówno za partie wokalne, jak i gitarowe. W sferze gitar wspiera go Andy Lei. Razem tworzą zgrany duet, serwując solidną dawkę riffów i solówek. Nie ma tu jednak nic przełomowego – to raczej rzemieślniczo dobry materiał. Trevor jako wokalista sprawdza się poprawnie, choć trudno nazwać go wyjątkowym. Ignite nie przynosi rewolucji, a jedynie kontynuuje sprawdzony kierunek.


Na wyróżnienie zasługuje klimatyczne wprowadzenie w postaci Extraordinary Life. Utwór ma ciekawą aranżację i nastrój, ale brakuje mu mocy i drapieżności. Sporą dawkę melodyjności i klasycznych zagrywek znajdziemy w Eventide – jednym z najciekawszych momentów albumu. Ciekawie wypada również mroczniejszy, lekko psychodeliczny utwór tytułowy Ignite oraz przesiąknięty duchem NWOBHM Not the Same. Więcej energii wnosi dynamiczny Long Cold Lonely Winter, natomiast spokojny If I Said Goodnight niestety nie broni się jako ballada.


Haunt to zespół, który zdaje się stawiać bardziej na ilość niż na dopracowanie jakości. Trzeba im jednak oddać, że z pasją odtwarzają klimat lat 80., a miejscami nawet lat 70. Chęci i zaangażowanie mają ogromne, ale ich potencjał kompozycyjny wymaga jeszcze rozwinięcia. Ignite to album przyjemny w odsłuchu, lecz niewiele z niego zostaje w pamięci.


Ocena: 5/10

poniedziałek, 22 czerwca 2020

HAUNT - Flashback (2020)

Jeszcze nie zdążyłem nacieszyć się albumem "Mind Freeze", a tu amerykański Haunt zdążył wydać kolejne wydawnictwo.  "Flashback"  to 30 minutowy  krążek, który utrzymuje wysoki poziom z poprzednich płyt. Nie ma tutaj niczego nowego, to typowy album Haunt, w którym rządzi klasyczny heavy metal przesiąknięty latami 80.

Te okładki płyt Haunt sa urocze i takie bardzo klimatyczne. Od razu przypominają się lata 70 czy 80. Ten band to tak naprawdę Trevor William Church, który odpowiada za partie gitarowe, bas i przede wszystkim wokal. Ma pomysł na ten zespół i go realizuje. Niezwykle utalentowany człowiek, który tworzy wysokiej klasy heavy metal. "Flashback" pod względem wyczynów Trevora jest niezwykle dopracowany i przemyślany. Sam materiał też jest wysmakowany i niezwykle przebojowy. Najlepsze jest to, że materiał jest urozmaicony i sporo dzieje się przez te 30 minut.

Album mógłby być dłuższy, bo w sumie te 30 minut kojarzy się z Epką niż pełnometrażowym albumem.  Na "Flashback" znajdziemy 8 utworów i już otwieracz  w postaci tytułowego "Flashback" i to znakomita mieszanka klasycznego heavy metalu i hard rocka Tym kawałkiem Haunt pokazuje, że potrafi nawiązać do stylistyki Motley Crue, Dokken czy Satan. Haunt przyspiesza w przebojowym "Winter's Breath" i to jest petarda z prawdziwego zdarzenia. Co za riff, co za drapieżność. Lekki i bardzo melodyjny "electrifed" zaskakuje swoją finezją i pomysłowością. To kolejny hicior na płycie.  Trevor i spółka nie odpuszczają i wykorzystują każdą sekundę na tej płycie. Rozpędzony "One with the universe" to znakomity wykorzystanie patentów speed metalu. Jeden z najlepszych kawałków, jakie stworzył Haunt. W podobnych klimatach utrzymany jest energiczny "Spend a fortune", a potem troszkę zwalniamy w hard rockowym "Sweet embrace". Całość zamyka stonowany  "The great beyond", który również ma w sobie więcej hard rockowej stylistyki.

Bardzo krótki ten album, ale za to bardzo treściwy i przemyślany. Słaby punktów brak i można mówić o kolejny wielkim krążku Haunt. Trevor zachwyca pomysłowością i wciąż tworzy muzykę na wysokim poziomie. Niezłe tempo mają jeśli chodzi o nowe wydawnictwa. Tak trzymać !

Ocena: 9/10

niedziela, 5 stycznia 2020

HAUNT - Mind Freeze (2020)


Nagrać płytę w klimatach lat 80 to wyczyn, które wiele kapel potrafi zrobić i to bez większego problemu. Bardzo łatwo przychodzi też odtworzenie odpowiedniego mrocznego, przybrudzonego brzmienia. Problem zawsze tkwi w ciekawych melodiach i pomysłowych riffach. Jeśli ten aspekt zostanie zaniedbamy to skończy się to nie powodzeniem. Amerykański  Haunt to dobry przykład, że czasami może coś nie wyjść. Ich najnowsze dzieło zatytułowane "Mind Freeze"  to najsłabszy album w ich dyskografii.

Przede wszystkim band niczym nie zaskakuje i poszedł trochę na łatwiznę.Mamy kontynuację tego co band prezentował na poprzednich płytach, ale jakość jest niższych lotów. Brakuje ikry, troszkę intrygujących melodii. Mamy jasne punkty, ale album jako całość wypada nie równo. Haunt to przede wszystkim znakomity duet Trevora i Johna, który niestety na tym albumie wypada troszkę poniżej oczekiwań. Niby jest dynamicznie, niby melodyjnie, ale jest to wszystko jakieś takie monotonne i bez polotu. Trevor to człowiek, który odpowiada za partie wokalne i to on napędza ten band.

Haunt zaskoczył mnie mrocznym klimatem i prawdziwym klimatem lat 80, który wybrzmiewa w otwierającym "Light the Beacon". Niestety brakuje tutaj jakiegoś mocnego riffu i ciekawszej melodii, które by porwały słuchacza. Jak wspomniałem nowy album ma swoje dobre momenty i jednym z nich jest "Hearts on Fire". Znakomicie tutaj band idzie w ślady Angel Witch, Night Demon czy Cauldron. Bardzo dobrze wypada też energiczny "Divide and conquer" czy klimatyczny "Saviors of man", który przemyca troszkę stylistyki z filmów Johna Carpentera. Kolejną petardą na płycie jest rozpędzony "fight or flight", który utrzymany jest w speed metalowej stylistyce. "Have no fear" ma ciekawy klimat, ale brakuje tutaj nieco dopracowania i mocniejszego uderzenia. Warto jeszcze wyróżnić melodyjny "On the stage" z nutką twórczości iron maiden w tle.

Haunt pokazuje, że grać potrafi i że nie są im obce klimaty mroczne zaczerpnięte z lat 80. " Mind Freeze" to dobry album, który słucha się całkiem dobrze, aczkolwiek brakuje tutaj równego materiału i więcej petard pokroju "Hearts on fire". Troszkę szkoda, bo band miewał lepsze albumy.

Ocena: 6.5/10

środa, 20 marca 2019

HAUNT - If icarus could fly (2019)

Fani Cauldron, Pounder czy Night Demon mogą zacierać rączki na nowy krążek amerykańskiej formacji Haunt. Ten młody zespół jest głodny sukcesu i wie co chce grać i w jaki sposób. Działają od 2017r i w swojej muzyce zawierają patenty, które pojawiały się w latach 80. Znajdziemy tutaj odesłań do twórczości Angel Witch, Judas Priest czy Iron Maiden.  Po roku od wydania debiutu Haunt powrócił z bardzo mocną kontynuacją w postaci "If icarus could fly".

Nie ma tutaj elementu zaskoczenia, nie ma niczego nowego. Band za to sukcesywnie kontynuuje to co zaprezentował na "Burst into flame". Jest klimatycznie, oldschoolowo, a przede wszystkim dużo odesłań do lat 80. Wystarczy spojrzeć na prostą i taką przesiąkniętą latami 80 okładkę czy na przybrudzone brzmienie. Wszystko bardzo ładnie się zazębia,  Cały band funkcjonuje dzięki liderowi Treverowi Williama Churcha. Jego barwa głosu i zagrywki gitarowe są mocno wzorowane na kultowych kapel  lat 80.  Skoro wszystko tak ładnie brzmi, to gdzie jest haczyk?

Nie ma tutaj niczego nowego, dominuje wtórność i oklepane motywy. Jednak całość jest tak starannie zagrana i z polotem, że bardzo miło się tego słucha. Każdy utwór jest melodyjny, zadziorny i zapada w pamięci. Mamy 8 kawałków utrzymanych w podobnym stylu. Zaczyna się od szybkiego, bardzo przebojowego "Run and Hide". Mocny, energiczny riff jest tutaj motorem napędowym i tak o to mamy pierwszy killer.  Nutka hard rocka, echa Accept czy Dokken pojawiają się w zadziornym "its in my hands". Bardzo dobrze wypada klimatyczny i melodyjny "Cosmic Kiss", czy old schoolowego "Clarion". Wizytówką tej płyty jest bez wątpienia tytułowy "If icarus could fly", który pokazuje jak band znakomicie wykorzystuje patenty wypracowane przez Angel Witch, czy Iron Maiden. Całość zamyka również bardziej żwawy "Defender".

"If icarus could fly" to kawał solidnego klasycznego heavy metalu osadzonego w latach 80. To bardzo poukładany materiał, który jest swoistą kontynuacją stylu z debiutu. Nie ma zaskoczenia, nie ma też czegoś co zwołuje świat, ale jest to płyta którą miło się słucha. Pozycja skierowana do mniej wymagającego słuchacza.

Ocena: 6.5/10