Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leverage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leverage. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 czerwca 2025

LEVERAGE -Gravity (2025)


 Ostatni naprawdę godny uwagi album fińskiej formacji Leverage miał miejsce 2009 r i był to genialny " Circus colossus". Płyta klimatyczna, przebojowa i pełna świeżości w kategorii melodyjnego heavy metalu z nutką power metalu. Potem band osiadł na laurach i zaczął kombinować ze stylem i owe kombinowanie nie wyszło na dobre. Obecnie band powraca z nowym albumem i nowym składem. "Gravity" swoją premierę miał dzisiaj tj 20 czerwca i to za sprawą Frontiers Records. To ich najlepszy album od czasów "Circus colossus".


Przede wszystkim wróciła owa świeżość, dbałość o detale i pomysłowe melodie. Band znów potrafi zaskoczyć ciekawymi aranżacjami, klimatem i przebojowością. Oj cieszy taki obrót sprawy. Elias Ojutkangas to nowy perkusista, a Lotta-Maria Heiskanen odpowiada za skrzypce. Lotta ożywia nieco stylistykę Leverage. Największą niespodzianką jest wokalista Pekka Heino, który imponuje technika, charyzmą i barwa głosu. Sieje zniszczenie w wysokich rejestrach i buduje klimat. Nie ma już Kimmo Blom. Zmarł w roku 2022 z powodu raka. Pekka to godny następca, który oddaje hołd dla swojego poprzednika i wymiata jak Kimmo w swoim najlepszym okresie. Będzie go brakować, bo był znakiem rozpoznawczym zespołu. To byl utalentowany wokalista. Zmiany musiały nastąpić, aby zespół mógł dalej działać. Zmiana udała się i Pekka oddaje hołd dla swojego poprzednika i wnosi dawna moc i świeżość. 


Materiał krótki, bo trwa tylko 45 minut. Znajdziemy tutaj w sumie 8 utworów i każdy to inna przygoda. Płytę otwiera zadziorny i klimatyczny "shooting Star". Zaczyna się tajemniczo, ale potem utwór nabiera mocy i energii. Solówki i refren też robią wrażenie.  Nieco progresywnego metalu można uświadczyć w nastrojowym "Tales of the Night". Momentami brzmi to jak Black Sabbath ery Tony Martina. Solówki znów pierwsza klasa. Okładka jest mroczną i ten mrok znajduje się też w przebojowym " hellbound train". Rasowy hicior, który na długo zostaje w pamięci. Leverage błyszczy i pokazuje że wciąż w nich jest ogromny potencjał.  Dalej jest zadziorny i dynamiczny "moon of madness" i znów band błyszczy. Jest melodyjnie, przebojowo i pomysłowo. Bije z tego niezwykła świeżość. Leverage wrócił w wielkim stylu.  Podniosłość i wciągający refren to atuty przebojowego "Eliza". Siła tutaj tkwi w prostocie.  Klimaty Black Sabbath wracają w pomysłowym i epickim " all seeing eye". Co za killer. Jest mocny riff, stonowane tempo i mroczny klimat..kocha tego typu utwory. Jeden z najlepszych utworów na płycie. Perełka. Na tym albumie znów swój geniusz pokazuje gitarzysta  Tuomas Heikkinen. Stawia na pomysłowość, melodyjność i finezję. Znakomicie słychać jego talent w energicznym "King ghidorah" gdzie można doszukać się wpływów Ritchiego blackmore.  Kolejny killer na płycie. Ciarki przechodzą przy klimatycznym i nieco progresywnym "gravity". 9.minut pięknych dźwięków, emocji i pomysłowych motywów. 


45 minut szybko zleciało przy dźwiękach "Gravity". 8 dopracowanych i dojrzałych utworów.  Każdy coś wnosi do płyty, każdy to osobna przygoda. Piękne dzięki i znów wrócił wysokiej klasy Leverage, który stać na wiele. Najlepszy album od czasu wydawnictwa z 2009r. Zmiany personalne i podejście do tematu zrobiły swoje. Wielkie brawa!

Ocena 9/10

sobota, 16 października 2021

LEVERAGE - Above the beyond (2021)

Sytuacja fińskiego Leverage obecnie jest stabilna. Mają od 2018r stały skład i obecnie cieszą się kontraktem płytowym z wytwórnią Frontiers Records. Wszystko idzie po ich myśli i w końcu przyszedł czas na nowy materiał. "Above the beyond" z szokuje fanów zespołu, bowiem band nieco odchodzi od typowej stylistyki melodyjnego metalu, czy power metalu na rzecz klimatów nieco bardziej hard rockowych, czy nawet coś pokroju AOR. Kiedy szok minie to jak płyta wygląda?

Słychać, że nagrało ją banda doświadczonych muzyków, którzy idą własną ścieżką i grają to co im w duszy gra. Muzyka nie jest kiczowata, a z pewnością dojrzała i emocjonalna. Zespół postanowił postawić na emocje, na głębie i bardziej hard rockowy feeling. Powiem wam, że nie jest to wcale takie złe. Ten chłód bijący z okładki przewija się przez klimat płyty. Kogo należy pochwalić to z pewnością wokalistę Kimmo Bloma, który nadaje kompozycjom odpowiedniego klimatu i melodyjnego charakteru. Dobrze to odzwierciedla otwieracz "starlight", który przejawia cechy folkowe, ale też coś pokroju Deep Purple, czy Rainbow. Jestem otwarty na tego typu rozwiązania i akurat tutaj jest to dobrze rozegrane. Progresywne aspekty przejawia kolejny utwór, czyli "Emperor" i tutaj mamy więcej heavy metalowego zacięcia. Dużo elementów hard rocka i AOR można wyłapać w bardziej komercyjnym "Into the new world" i choć nie jest to takie złe, to już nie brzmi jak Leverage. W "Angelica" ocieramy się wręcz o pop rock. Popisy gitarowe i doświadczenie muzyków czyni te kompozycji na swój sposób dobre i miłe dla ucha. Jednak są też echa starych płyt i mam tu na myśli "Falling out of grace" czy przebojowy "Under His Eyes".

Nie ma power metalu, nie ma też dużej ilości melodyjnego metalu, ale kto lubi klimatyczny hard rock, czy aor ten może szybko przekonać się do nowego wydawnictwa Leverage. Wstydu im nie przynosi i tylko potwierdza, że panowie obierają teraz inny kierunek muzyczny. Widocznie ta zmiana jest im potrzebna. Grunt, że trzymają dobry poziom i wciąż jest to atrakcyjna muzyka.

Ocena: 7/10
 

piątek, 12 kwietnia 2019

LEVERAGE - Determinus (2019)

10 lat czekania i w końcu pojawił się nowy krążek fińskiej formacji Leverage. Jest nowy skład, nowa jakość i zmieniony styl, jednak jest to już nieco inna muzyka. "Circus Colossus" to był płyta w której dominował melodyjny metal z domieszką power metalu w prawdziwym fińskim wydaniu. Było pełno nawiązań do Stratovarius, Sonata Arctica, excalion czy Celesty.  Ta płyta miła w odsłuchu i była jednym z ich największych osiągnięć. "Determinus" to płyta, która pokazuje band w nieco innym świetle. Jest to płyta, w której zespół próbuje nieco eksperymentować ze swoim stylem.  Mamy mieszankę progresywnego metalu, melodyjnego metalu czy heavy metalu. Brakuje elementów power metalu i brakuje kopa. Ta płyta jest nijaka. Band nie potrafi zdecydować się w którym kierunku chce pójść. Co z tego, że nowy wokalista Kimmo Blom sprawdza się w takim graniu i ma do tego talent, skoro zawodzi materiał. W zespole jest też nowy gitarzysta Mikko, który za wiele nie wnosi do zespołu. Okładka zwiastuje mroczny, wręcz doom metalowy album. Może i mrocznie jest na tym albumie, ale brakuje tutaj ciekawych melodii czy przebojowości. Echa starego stylu Leverage pojawiają się w otwierającym "Burn love burn", który jest niezwykłe melodyjny i pełen rożnych smaczków. Szokuje folkowy "Wind of Morrigan", choć tutaj jakby więcej rocka i nie byłoby to złe gdyby nie fakt, że oczekuje czegoś innego od tej formacji. Mocny riff w "Tiger" to jeden z ciekawszych momentów na płycie. Progresywne elementy w "Mephisticrate" są nawet pomysłowe, ale całościowo wypada to średnio. Rockowy "Heavens no place for us" pokazuje jak band wykorzystuje całkiem udanie patenty Deep purple. W podobnym klimacie mamy mroczniejszy "Rollerball". Do udanych kompozycji można dodać rozpędzony "Troy". Troszkę za dużo chaosu i za mało tutaj konkretów. Brakuje przebojowości i tej mocy z poprzednich płyt. 10 lat czekania i dostałem w efekcie średniej klasy album, który nie ma szans zagościć na dłużej w moim sercu.

Ocena: 5/10