Są takie zespoły, które już samym wizerunkiem potrafią przyciągnąć uwagę, ale na szczęście Armagelion udowadnia, że za efektowną otoczką kryje się również całkiem konkretna muzyka. Amerykanie z Dallas postanowili wskrzesić ducha lat 80., serwując nam mieszankę melodyjnego heavy metalu, hard rocka, glam metalu i AOR-u, podaną w nieco kosmicznej, fantastycznej konwencji. Ich debiutancki album zatytułowany po prostu „Armagelion” to prawdziwa podróż do czasów, kiedy liczyły się chwytliwe refreny, charakterystyczne riffy, efektowne solówki i wielkie rockowe melodie. Plyta ukaże się 27 listopada 2026 r i jest to pozycja obowiązkowa dla fanów takiego grania.
Na szczególną uwagę zasługuje wokalista Armagelion,który jest nie tylko frontmanem, ale również centralną postacią całego projektu. Towarzyszą mu Johann Strode i Deyvid Sinister na gitarach, Eddie Slaughter na basie oraz Logan Storm za perkusją. Zespół mocno stawia na teatralność, futurystyczną stylistykę i własną mitologię, co momentami może kojarzyć się z takimi formacjami jak Kiss czy Lordi. Muzycznie jest jednak znacznie bliżej klasycznego amerykańskiego hard rocka i melodyjnego glam metalu z lat 80. Każdy element tworzy razem spójną całość.
Armagelion nie tworzy niczego odkrywczego, stawiając na sprawdzone patenty i chyba właśnie w tym tkwi jego największa zaleta. To muzyka pełna nostalgii, przebojowości i zamiłowania do klasycznego rockowego rzemiosła. Słychać tutaj inspiracje takimi wykonawcami jak Bon jovi, Def Leppard, Kids czy Survivor. Można też coś znaleźć .dynazty, foreigner czy Scorpions, a także odrobinę teatralności charakterystycznej dla glammetalowej sceny lat 80. Oczywiście nie wszystkie kompozycje mają równie dużą siłę rażenia, a momentami można odnieść wrażenie, że zespół zbyt mocno polega na sprawdzonych rozwiązaniach. Nie zmienia to jednak faktu, że album jest bardzo przyjemny w odbiorze. To prawdziwa kopalnia hitów.
Już otwierający album „Welcome to the Show” pokazuje, w jakim kierunku podąża ta formacja. Dostajemy chwytliwy, energetyczny hard rock z przebojowym refrenem i charakterystycznym klimatem lat 80. Sam riff przypomina trochę twórczość Scorpions. Czuć klimat lat 80 i brzmi to naprawdę świetnie. Fallen Angel” to kolejny mocny punkt, w którym pojawia się nieco więcej metalowego pazura, ale bez rezygnowania z melodyjności. To ukłon w stronę melodyjnego metalu spod znaku Dynazty. Captive Hearts” kontynuuje tę stylistykę, stawiając na przestrzenne aranżacje i łatwo wpadające w ucho partie wokalne. Z kolei „Playin' With Fire” to rasowy, rockowy numer z odpowiednią dawką energii, który spokojnie mógłby znaleźć się na soundtracku któregoś z filmów akcji z lat 80. Znakomity hołd dla lat 80 i tutaj wszystko się zgadza. Co za hicior.
Take Me to the Top” oraz „Lie to Me” podtrzymują wysoki poziom, oferując solidne gitarowe granie, atrakcyjne melodie i refreny, które szybko zostają w głowie. Nie brakuje również bardziej romantycznego oblicza zespołu. „Too Late for Love” i „Say You Love Me Again” wprowadzają nieco więcej emocji i melodyjnego rockowego klimatu. „Toxic” ponownie podkręca tempo, natomiast „Sweet Pain” zamyka całość w bardzo charakterystycznym dla tej stylistyki stylu, łącząc gitarową energię z klawiszowymi ozdobnikami.
Warto podkreślić, że część materiału, w tym „Welcome to the Show”, „Playin' With Fire”, „Lie to Me”, „Sweet Pain” i „Say You Love Me Again”, była już wcześniej prezentowana na EP-ce zespołu z 2024 roku. Pełnowymiarowy album rozszerza więc tamten materiał o kolejne kompozycje.
Armagelion” to bardzo udany debiut pełnowymiarowy i pozycja, która powinna przypaść do gustu miłośnikom melodyjnego hard rocka oraz glam metalu. Jeżeli ktoś tęskni za klimatem lat 80., wielkimi refrenami i gitarowym graniem bez niepotrzebnego kombinowania, powinien dać Amerykanom szansę. Nie jest to może materiał rewolucyjny, ale zdecydowanie ma swój charakter, pomysł na siebie i sporo rockowej energii. Płyta na pewno zasługuje na uwagę.
Ocena : 8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz