poniedziałek, 2 listopada 2026

SMOULDER - Witch wife is alien World (2026)


 Kanadyjski Smoulder powraca z trzecim albumem studyjnym zatytułowanym „Witch Wife In An Alien World”. Po bardzo dobrze przyjętym „Violent Creed Of Vengeance” oczekiwania były spore, tym bardziej że zespół zdążył już wyrobić sobie całkiem mocną pozycję na współczesnej scenie epickiego heavy metalu. Niestety, tym razem mam mieszane odczucia. Płyta ukazała się 9 października i wciąż skierowana jest do fanów epickiego heavy metalu. Płyta skierowana do fanów eternal champion, visigoth czy manilla road.

Nowy materiał pokazuje grupę, która nie boi się eksperymentować i szukać nowych środków wyrazu, ale nie wszystkie te pomysły okazują się trafione. Smoulder odchodzi nieco od swojego charakterystycznego połączenia epickiego heavy i doom metalu, kierując się w stronę bardziej nieprzewidywalnego, momentami wręcz dziwacznego grania. Wkracza chaos i brak pomysłu na ciekawe melodie. Album boryka się brakiem hitów i pomysłowych riffów. To wszystko jest solidne, ale nie wykracza poza ramy przyzwoitości. Brak dobrych kompozycji, które by zostały w pamięci powoduje że album przelatuje bez większego echa czy refleksji. 

Największe zastrzeżenia mam jednak do wokalu Sarah Ann. Jej charakterystyczna maniera zawsze była jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów Smoulder, ale tym razem momentami jest jej po prostu za dużo. Przesadne vibrato, teatralne zaśpiewy i niektóre melodie sprawiają, że zamiast podkreślać epicki charakter kompozycji, wokal zaczyna zwyczajnie przeszkadzać. Nie pomaga również dość surowe, momentami mało selektywne brzmienie, przez które poszczególne instrumenty nie zawsze układają się w przekonującą całość. Duet gitarowy Vincent/ Wolf  też tym razem nie zachwyca swoją grą i brakuje trochę zaangażowania i pomysłowości w tym wszystkim.

Album rozpoczyna się od „Water Wars”, który dzięki szybkim gitarom i dynamicznej sekcji rytmicznej stanowi całkiem obiecujące otwarcie. Jest tutaj sporo energii, klasycznego heavy metalu i odpowiednio podniosłego charakteru. „Shadow Of The Vulture” to z kolei bardziej chwytliwa propozycja, oparta na marszowym rytmie i refrenie, który łatwo wpada w ucho. W „Noitien Loitsu” zespół pokazuje swoje bardziej tajemnicze i eksperymentalne oblicze, natomiast „Crush The Neophytes” wprowadza cięższe, momentami wręcz ekstremalne fragmenty. Niestety, właśnie w takich kompozycjach najbardziej odczuwam problem z odpowiednim wyważeniem poszczególnych pomysłów. „Empathy’s Wrath” przynosi powrót do bardziej tradycyjnego oblicza grupy i jest jednym z najmocniejszych punktów wydawnictwa. Dobrze wypada również „Their Name Lives On”, choć nie jest to kompozycja, która szczególnie zapada w pamięć. „Cathedral Of The Trees” kontynuuje eksperymenty z mroczniejszymi brzmieniami, ale nie do końca przekonuje mnie swoim rozwinięciem. Na zakończenie otrzymujemy siedmiominutowy „Smouldering Remains”, który momentami przypomina o dawnych atutach zespołu i stanowi całkiem udane zwieńczenie całości.

„Witch Wife In An Alien World” to bez wątpienia album solidny, nagrany przez muzyków wiedzących, jak poruszać się w świecie epickiego heavy metalu, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że tym razem zabrakło odpowiedniego wyczucia i kilku naprawdę mocnych kompozycji. Poprzednik miał więcej charakteru, lepszą przebojowość i zdecydowanie mocniej trafiał w moje gusta. Nowa płyta nie jest żadną katastrofą, ale w moim odczuciu stanowi wyraźny krok wstecz. Liczyłem na kolejną porcję epickiego metalu z prawdziwego zdarzenia, a dostałem wydawnictwo, które pozostawia spory niedosyt. Ogólnie rozczarowanie.


Ocena : 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz