czwartek, 5 listopada 2026

HOT MACHINE - Comin in hot (2026)


 Australijskie zespoły hardrockowe mają w sobie coś wyjątkowego. Surowość, bezkompromisowość, brudne gitarowe riffy i rock'n'rollowa energia to elementy, które od lat stanowią wizytówkę tamtejszej sceny. Do tego grona coraz śmielej dołącza Hot Machine – pięcioosobowa formacja z Melbourne, która swoim debiutanckim albumem „Comin' In Hot” udowadnia, że klasyczny hard rock wciąż może dostarczać mnóstwo frajdy. To muzyka bez zbędnego kombinowania, nastawiona na moc, chwytliwe riffy i przede wszystkim dobrą zabawę. Sama okładka przypomina nieco hard rockowe okładki lat 80 i panie zachęcają żeby sięgnąć po debiutancki album.

Zespół wyraźnie inspiruje się klasyką australijskiego rocka, przede wszystkim AC/DC, ale można tutaj również wychwycić ducha takich formacji jak Girlschool, Rose Tattoo czy klasycznego hard rocka lat 80. Nie ma mowy o nowoczesnych eksperymentach ani przesadnym wygładzaniu brzmienia. Jest za to gitarowy konkret, mocna sekcja rytmiczna i charakterystyczny rock'n'rollowy pazur. Co ważne, Hot Machine nie próbuje jedynie odtwarzać dawnych wzorców, lecz podchodzi do nich z dużą świeżością i młodzieńczą energią. Najlepsze jest to że przez ten album przemawia pasją, hard rockowe szaleństwo j hołd dla lat 80. To czysta rozrywka. 

Za mikrofonem stoi Samantha O'Keefe, której głos doskonale odnajduje się w takim repertuarze. Towarzyszą jej gitarzystki Sarsha Marsden i Jess Turner, basistka Brittany Britten oraz perkusistka Jessica Maio. To właśnie współpraca całej piątki stanowi jeden z największych atutów albumu. Szczególnie dobrze wypadają gitarowe pojedynki, mocne partie basu i dynamiczna perkusja. Panie wcale nie brzmią jak debiutanci i grają z zaangażowaniem i pasją. Czuć to miłość do hard rocka i heavy metalu lat 80. Ta pozytywna energia zaraza od pierwszych dźwięków.

Jeśli chodzi o poszczególne kompozycje, album rozpoczyna się od „Gone In A Flash”, czyli prawdziwego rock'n'rollowego strzału. Jest szybko, głośno i z odpowiednią dawką gitarowej bezczelności. „Sweet Lick” kontynuuje tę stylistykę, oferując chwytliwy riff i mnóstwo pozytywnej energii. „Shots Fired” to kolejny mocny punkt, w którym pojawiają się świetne partie gitarowe oraz efektowne chórki. Nieco cięższy charakter ma „Burnt”, gdzie zespół stawia na bardziej tłuste brzmienie i wyrazisty groove. Każdy z utworów to rasowe hity i nie brakuje w tym wpływów AC/DC co dodaje uroku całości.

8 Ball Blues” przynosi więcej bluesującego rock'n'rolla, natomiast „Rough Ridin' Rebels” szczególnie mocno przywołuje skojarzenia z AC/DC i ich klasycznym okresem. Bardzo dobrze wypada również „Night Rider”, oparty na ciężkich riffach i mocnej sekcji rytmicznej. Całość zamyka „Speed Machine” – rozpędzona kompozycja, która idealnie podsumowuje charakter całego wydawnictwa. Nie brakuje tutaj dynamiki, gitarowych popisów i prawdziwego hardrockowego ognia.  Każdy utwór trzyma równi poziom i album od początku do końca dostarcza sporo pozytywnych emocji. 

Comin' In Hot” to bardzo udany debiut długogrający. To album krótki, konkretny, pozbawiony wypełniaczy i nastawiony na czystą rock'n'rollową przyjemność. Jeśli ktoś tęskni za czasami, kiedy muzyka opierała się przede wszystkim na mocnych riffach, chwytliwych melodiach i bezkompromisowej energii, powinien dać tej australijskiej ekipie szansę. Bardzo obiecujący zespół, któremu warto się przyglądać!


Ocena : 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz