Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael schinkel's Eternal Flame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael schinkel's Eternal Flame. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2026

MICHAEL SCHINKEL'S ETERNAL FLAME - Man or God (2026)


 Są takie muzyczne klimaty, do których człowiek zawsze chętnie wraca, niezależnie od panujących trendów i zmieniającej się metalowej mody. Przyznam, że ostatnio mocno stęskniłem się za takim klasycznym graniem, w którym hardrockowa przebojowość spotyka się z melodyjnym heavy metalem, a wszystko doprawione jest neoklasycznymi zagrywkami, wirtuozerskimi solówkami i charakterystycznym klimatem lat 80. Uwielbiam wracać do płyt Yngwiego Malmsteena, Iron Mask czy legendarnego Rainbow, bo właśnie w takim podejściu do muzyki odnajduję coś wyjątkowego. 

To jest właśnie ten rodzaj heavy metalu, który trafia w moje gusta niemal idealnie! Michael Schinkel wraz ze swoim Eternal Flame przygotował album, który jest prawdziwą ucztą dla miłośników klasycznego, melodyjnego metalu, hard rocka i neoklasycznych gitarowych popisów. „Man Or God” to materiał niezwykle dopracowany, pełen świetnych melodii, podniosłych refrenów, kapitalnych riffów i solówek, które przypominają, za co tak bardzo cenimy złotą erę heavy metalu. Nie ma tutaj kombinowania na siłę ani niepotrzebnego eksperymentowania. Jest za to szczerość, pasja i ogromne przywiązanie do klasycznych metalowych wartości. Płyta swoją premierę miała 30 października i jest to jedna z największych niespodzianek roku 2026.

Za mikrofonem stoi Mark Boals, znany między innymi ze współpracy z Yngwie Malmsteenem, i jest to zdecydowanie mocny punkt całego wydawnictwa. Jego charakterystyczny, wysoki głos świetnie odnajduje się w tej stylistyce. Uwielbiam jego głos i mimo swoich lat wciąż brzmi genialnie. Sam Schinkel również pokazuje, że jest gitarzystą z dużym doświadczeniem i technicznymi umiejętnościami. Nie brakuje klasycznych zagrywek, neoklasycznych pasaży i gitarowych pojedynków z klawiszami. Ten due jest dla siebie stworzony.  Piękną atmosferę tworzy klawiszowiec Helmut Kohlpaintner i współgra z listem zespołu. Ci muzycy to prawdziwi czarodzieje

Pod względem kompozytorskim album jest dość różnorodny. Otwierający „Run” to energiczny heavy metal z mocnym gitarowym wejściem, dynamiczną perkusją i łatwo wpadającym w ucho refrenem. Ten utwór ma wszystko i oddaje hołd dla najlepszych lat Yngwie Malmsteena, Iron mask czy Rainbow. Prawdziwa petarda i przydałoby się więcej tego typu kompozycji.  Brawa za pomysłowy motyw przewodni i Schinkel pokazuje klasę. "Lord Of Flies” jest cięższy, bardziej mroczny i epicki.  Tutaj band zabiera nas w rejony klasycznych płyt Dio czy Black Sabbath z czasów Tony Martina. Mam ciary i band wznosi się na wyżyny możliwości. W „So Strong So Wrong” zespół skręca w stronę klasycznego hard rocka, a dodatkowego kolorytu nadaje mu gościnny występ Görana Edmana. Można tutaj doszukać się elementów Rainbow i ten komercyjny aspekt tutaj zdaje egzamin. Lost And Alone” to z kolei nastrojowa ballada, w której pojawia się Alessandro Del Vecchio, tworzący ciekawy wokalny duet z liderem. Co za emocje i budowanie nastroju. 

Right Back To You” przywraca bardziej metalowe oblicze zespołu, natomiast „There Was A Time” rozwija się w kierunku podniosłego, melodyjnego grania z ciekawą rolą instrumentów klawiszowych. Ponury i bardziej mroczny "Bleeding Colors" to znów wariacja na temat twórczości Black Sabbath z Tonym Martinem i Rainbow z pierwszych płyt. Wiele emocji niesie ze sobą bardziej rozbudowany "man or God". Micheal Schinkel czaruje swoją grą, pasją i techniką. Prawdziwe cudo i jedną z największych atrakcji na płycie. Into Eternity” przynosi nieco melancholii, a „No Return” stawia na monumentalny refren i charakterystyczny klimat melodyjnego metalu. Całość podstawowego materiału zamyka instrumentalny „In Trance”, będący przede wszystkim popisem gitarowego kunsztu lidera. Na wydaniu CD znajdziemy jeszcze bonus w postaci „Lady Of The Lake” z repertuaru Rainbow. 

„Man Or God” to dla mnie jedna z najmocniejszych pozycji tego roku. Album, który pokazuje, że klasyczny heavy metal wciąż ma ogromną siłę i nie potrzebuje żadnych nowoczesnych udziwnień, aby zachwycać. Każdy utwór ma tutaj swój charakter, melodie zostają w głowie na długo, a partie gitarowe potrafią wywołać prawdziwe ciarki. Być może nie jest to muzyczna rewolucja, ale w tym przypadku zupełnie nie o to chodzi. Liczy się jakość, klimat i kompozycje, do których chce się wracać. Dla mnie niemal perfekcyjny album i zdecydowanie pozycja obowiązkowa dla fanów klasycznego heavy metalu!

Ocena : 9.5/10