Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tailgunner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tailgunner. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lutego 2026

TAILGUNNER - Midnight Blitz (2026)


 

Tailgunner to nowa nadzieja brytyjskiego heavy metalu. Ten młody zespół, obecny na scenie od 2018 roku, zdążył już wypracować rozpoznawalny styl i zyskać sympatię fanów. Grupa porusza się w obszarach klasycznego heavy metalu, speed metalu oraz power metalu, tworząc spójną i niezwykle energetyczną mieszankę. Mają talent, sceniczną pewność siebie oraz doskonałe wyczucie tego, jak porwać słuchacza.

Na koncie mają bardzo udany debiut, a teraz – po trzech latach przerwy – powracają z drugim albumem studyjnym zatytułowanym „Midnight Blitz”. Płyta ukazała się dziś, 6 lutego, nakładem wytwórni Napalm Records, a nad całością w roli producenta czuwał sam K.K. Downing. To już wystarczający powód, by sięgnąć po najnowsze dzieło Tailgunner. Album jednoznacznie potwierdza, że na brytyjskiej scenie heavy metalowej wyrasta nowa gwiazda.

Tailgunner to młodzieńcza energia, ogromne zaangażowanie, szczera miłość do heavy metalu lat 80. oraz rozrywka na bardzo wysokim poziomie. Zespół jest głodny sukcesu i po raz kolejny dostarcza materiał pełen energii, drapieżności i przebojowości, który błyskawicznie potrafi zarazić słuchacza. Ogromna siła grupy tkwi w gitarowych partiach duetu Thompson / Salvini – jest klasycznie, z pazurem i pomysłem. Słychać tu wyraźne inspiracje zespołami takimi jak Enforcer, Judas Priest, Iron Maiden czy Skull Fist.

Bardzo solidnie prezentuje się również sekcja rytmiczna, odpowiedzialna za dynamikę i potężny ładunek energii. Każdy z muzyków doskonale odnajduje się w swojej roli. Trudno wyobrazić sobie Tailgunner bez charyzmatycznego wokalisty Craiga Carnsa, który wcześniej udzielał się także w zespole Induction. Co ciekawe, w tym roku zarówno Induction, jak i Tailgunner wydali nowe albumy. Craig wyraźnie pokazuje dawnym kolegom, że w tym bezpośrednim starciu to Tailgunner wychodzi zwycięsko, mimo że oba zespoły poruszają się w nieco innych stylistykach.

Na uwagę zasługuje również świetna okładka, która zapada w pamięć na długo, a soczyste, selektywne brzmienie doskonale dopełnia całość. Materiał jest bardzo dobrze wyważony — każdy znajdzie tu coś dla siebie. Album składa się z 10 utworów i zespół zadbał o to, by przez cały czas coś się działo.

Otwierający płytę „Midnight Blitz” to strzał w dziesiątkę — od pierwszych sekund zespół zaraża pozytywną energią, klimatem lat 80. i dużą przebojowością. Świetnie wybrzmiewają partie gitarowe oraz solówki, co zapewnia mocne i efektowne otwarcie. Lekko przesiąknięty hard rockiem „Tears in Rain” to rasowy hit z melodyjnym motywem i porywającym refrenem — prawdziwa wizytówka zespołu.

Rozpędzony „Follow Me in Death” kipi energią i momentami ociera się o power metal. Utwór szybko wpada w ucho i oferuje wiele interesujących partii gitarowych. Moim osobistym numerem jeden bardzo szybko stał się „Dead Until Dark” — chwytliwy refren dosłownie rozwala system, a całość momentami przywodzi na myśl twórczość Induction. Agresywny riff i bardziej złożona struktura to z kolei główne atuty dynamicznego „Barren Lands and Seas of Red”.

Nieco słabiej wypada stonowany „War in Heaven”, który nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle reszty materiału. Zdecydowanie najlepiej Tailgunner wypada w szybkich, bezkompromisowych petardach, co doskonale potwierdza speedmetalowy „Blood Sacrifice” — mocny, bezpośredni cios. Dalej otrzymujemy jeszcze niezwykle melodyjny i energiczny „Night Raids”, czyli dokładnie taki typ kompozycji, w jakich zespół czuje się najlepiej.

Całość zamyka singlowy „Eulogy”, który stanowi idealne podsumowanie albumu i pokazuje pełnię możliwości Tailgunner. Oby więcej takich utworów w ich wykonaniu.

Warto było czekać trzy lata na nowy materiał brytyjskiego Tailgunner. Słychać wyraźnie, że zespół rozwinął skrzydła i jeszcze bardziej dopracował swój styl oraz sposób komponowania. „Midnight Blitz” kipi energią i dostarcza mnóstwo potencjalnych hitów oraz metalowych killerów. To album, który zdecydowanie warto mieć na swojej półce.

Ocena: 9/10

wtorek, 18 lipca 2023

TAILGUNNER - Guns for hire (2023)


 Kilka dni temu odbyła się trasa koncertowa Kk's Priest. Trasę tą wsparł Paul Di Anno, a także młoda i uzdolniona brytyjska formacja o nazwie Tailgunner. Zespołowi na pewno to wydarzenie przysporzy nowych fanów. Tailgunner działa od 2018r i faktycznie czerpie garściami z dokonań Judas Priest, Iron maiden czy Saxon, a nawet enforcer. "Guns for hire" ukaże się 14 lipca tego roku nakładem wytwórni Fireflash Records.

Muzyka to ukłon w stronę lat 80, heavy metalu i nwobhm. Nic dziwnego, że album zdobi okładka, która wygląda jakby powstała w tamtym okresie. Podoba mi się miks terminatora z powrotem żywych trupów. Czuć ten kicz lat 80. Okładka ma swój klimat i zachęca do zapoznania się z płytą. Na dzień dobry wita nas proste, naturalne brzmienie, które również ma podkreślić klimat i feeling tego wydawnictwa. Kapelę tworzy 4 muzyków, z czego dwóch to już bardziej doświadczone osoby. Jest przecież perkusista Sammy Starwood i Craig Cairns, którego głos niszczy w Induction. Tutaj akurat Craig pokazuje się jako rasowy heavy metalowy wokalista i jego wokal o dziwo idealnie współgra z zawartością. Sama muzyka przyswajalna, momentami banalna i nieco może obdarta z pomysłowości czy świeżości. Tak jest w przypadku nieco zachowawczego "Shadows of war". Niby jest dobrze rozegrane, ale nie ma w tym życia czy elementu zaskoczenia. Band zupełnie inaczej brzmi w tytułowym "Guns for hire", gdzie jest pasja, energia i pokaz umiejętności. Niby nic odkrywczego , a dostarcza sporo frajdy. Pierwszy przebój na płycie można odhaczyć. Współpraca gitarzystów zaczyna się rozkręcać. Duet Zach/Patrick stawia na dynamikę, melodyjność i łatwy odbiór wygrywanych dźwięków. Mocny riff dostajemy w "White Death" i wkraczamy w rejony heavy/speed metalu spod znaku enforcer. Kolejny mocny punkt na płycie. Lekki i miły w odsłuchu jest "Revolution Scream" i w sumie to takie granie jakiego pełno.  Kolejny killer na płycie to bez wątpienia dynamiczny "New Horizons" i troszkę poczułem się jakbym słuchał Induction. Nie przekonuje mnie oklepany "Cashdrive", który nic ciekawego nie wnosi. Ot co średni kawałek w klimatach lat 80. Do grona ciekawych kawałków warto dodać 9 minutowy "Rebirth", który mocno nawiązuje do twórczości iron maiden. Idealne zwieńczenie tej płyty.

Tailgunner wysyła wyraźny sygnał, że chce zagrzać stałe miejsce na brytyjskiej scenie metalowej. Mają dobry skład, uzdolnionych muzyków, mają pomysły i pomysł na siebie. To może ich zaprowadzić daleko. Debiut robi wrażenie i na pewno zasługuje na uwagę. Nie zbieram może szczęki z podłogi, ale jest to płyta, do której będę wracał w przyszłości.

Ocena: 8.5/10