sobota, 9 stycznia 2016

NORDIC UNION - Nordic Union (2016)

Żyjemy w czasach że nie ma żadnych granic i łatwo muzykom nawiązać współpracę i stworzyć jakiś ciekawy projekt muzyczny będący odskocznią od macierzystych kapel. Napotykamy wiele super zespołów i ciekawych projektów, które pozwalają zobaczyć nam naszych idoli w nowych odsłonach. Nordic Union to projekt muzyczny powołany do życia przez duńskiego wokalistę Ronnie Atkinsa znanego z Pretty Maids i szwedzkiego gitarzystę i kompozytora Erika Martnesonna, który dał się bliżej poznać w Eclipse. Owocem tej współpracy jest debiutancki album „Nordic Union”, który premierę ma 29 stycznia tego roku. Może i ja popadam w herezję, ale w końcu doczekałem się płyty z udziałem Ronnie Atkinsa, który przywołuje jego klasyczne albumy w postaci „Future World” czy „Red Hot and heavy”, a jednocześnie daje posmak świeżości.

Rzeczywiście tak jest. Płyta jest przebojowa i klimatyczna. Ma w sobie sporo z dynamiki wykreowanej na Avantasii, bo przecież Ronnie i tam się pojawił. Przyniósł też energiczny i melodyjny hard'n heavy znany nam z płyt Pretty Maids. Mamy więc ciekawą mieszankę hard rocka, melodyjnego metalu i heavy metalu. Wszystko jest zagrane z polotem i pasją. Ronnie brzmi świetnie i jego forma wokalna imponuje. Jest jak wino im starszy tym lepszy. Dzięki Erikowi album zyskuje niezwykłej techniki i przebojowości. Jego partie zagrane są z taką lekkością i niezwykłą przebojowością, tego gdzieś mi brakowało na ostatnich płytach Pretty Maids. Dodatkowo mamy więcej przebojów, więcej popisów gitarowych i większy wachlarz różnorodności. A najciekawsze jest to że i killerów nie brakuje. Dawno nie słyszałem tak poukładanej i wciągającej płyty z kręgu hard rocka. Panowie mogą być zadowoleni z ostatecznego efektu. Zresztą już sama okładka w stylu okładek płyt Jorna intryguje i zachęca by sięgnąć po ten album.

Zaczyna się mocnym akcentem bo „The War Has begun” to kwintesencja melodyjnego metalu czy hard'n heavy. Mocny i wyrazisty riff, który porywa swoją prostotą i pomysłowością. Jest mieszanka Jorna, Pretty Maids i Avantasia. Nie wiedziałem, że w dzisiejszych czasach można tworzyć jeszcze takie proste i chwytliwe przeboje i to bez żadnych sztuczek. „Hypocrisy” to już ukłon w stronę progresywności i nowoczesności. Tutaj Erik pokazuje, że potrafi być elastyczny i nie lubi trzymać się kurczowo jednego motywu. „Wide Awake” to może nieco komercyjny kawałek, ale tak został skonstruowany że i z niego bije moc. Hit goni hit, a to dopiero początek. Ronnie potrafi zbudować emocje i wzruszyć swoją manierą i świetnie odzwierciedla to romantyczny „Every Heartbeat”. Płyta jest wypełniona pomysłowymi riffami i dlatego słucha się tego z takimi wypiekami. Taki „When Death is calling” czy „21 guns” niszczą swoją dynamiką i przebojowością. Pretty Maids dawno tak nie grało. Nutka tajemniczości i dobrze wprowadzone klawisze czynią „falling” kolejnym utworem przesyconym Pretty Maids. Końcówka płyty jest również emocjonująca. Mamy petardę w postaci „The other Side” i nieco power metalowy „Point of no return”, które są świetną mieszanką najlepszego okresu Pretty Maids i ostatnich dokonań Avantasia. Ja to kupuje i właśnie na takim album czekałem od dawna. Drugim bardziej spokojnym utworem na płycie jest „True love awaits You”. Trzeba przyznać, że panowie radzą sobie z balladami. Na koniec oczywiście kolejny znakomity przebój z duchem Def Leppard czyli „Go”.

Ronnie Atkins to legenda i pamiętamy go dzięki płytom Pretty Maids, a ostatnio świetnie sprawdza się w Avantasia. Jednak dawno nie wydał nic na miarę swojego talentu. Nordic Union przerywa złą passę i dorównuje klasycznym albumom z Ronnie Atkinsem. Wieki czekaliśmy na taki album w stylu Pretty Maids. Dawno nie było tak dobrze wyważonego albumu z muzyką hard rockową. Perfekcja i mam nadzieję, że na jednym albumie się nie skończy przygoda Erika i Ronniego.

Ocena: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz