niedziela, 12 lipca 2020

SEVENTH SIGN FROM HEAVEN - The woman and dragon (2020)

Kiedy widzę smoka na okładce, to od razu liczę na power metalowy album. Jednak brazylijski Seventh Sign of heaven pokazuje, że nie zawsze smoki oznaczają power metal. Tym razem za tą klimatyczną okładką kryje się heavy metal w nowoczesnym wydaniu. Mocne riffy, zadziorne brzmienie, nowoczesne rozwiązania i mroczny klimat to jest to co wyróżnia ten młodziutki band.  Działają od 2016r i mają za sobą mini album "Judgment of Egypt", ale dopiero pełnometrażowy album zatytułowany "The woman and the dragon" w pełni pokazuje na co stać Seventh sign of heaven".

Piękna okładka to nie wszystko, bo ważnym aspektem jest też brzmienie. Tutaj band wykreował soczyste, nowoczesne brzmienie, które dodaje całości agresywności.  Dobrze też się słucha duetu gitarowego Marka i Alvaro. Potrafią grać melodyjnie, a kiedy trzeba to idą w agresywne czy nawet nieco progresywne motywy. Mark Neiva odpowiada również za partie wokalne i trzeba przyznać że jego specyficzny wokal idealnie pasuje do tego co gra band. Potrafi śpiewać zarówno w wysokich rejestrach, jak i w niskich, gdzie potrafi nadać mroczny klimat.

Płytę otwiera melodyjny "Stayed in the dark", który promował cały album. Prosty motyw i chwytliwy refren czynią ten kawałek bardzo atrakcyjny.  Band w "Rise" pokazuje pazur i nawet troszkę power metalu się wdziera. Troszkę brzmi to jak Lords of Black czy Primal Fear. Kolejny hicior na tym krążku to "The devil fears Your name" z mocnym riffem i klimatem Judas Priest. Solówki są bardzo klasyczne, ale ma to swój urok. Dobrze wypada też melodyjny "The Woman and the dragon", choć brakuje mi tutaj nieco agresji i elementu zaskoczenia. Nutka progresywności pojawia się w "Judgment of Egypt" i  w podobnych klimatach jest też utrzymany stonowany "Pain on the cross" czy nastrojowy "The return".

"The woman and the dragon" to bardzo poukładany album, który może zachwycić klimatem i aranżacjami. Problem troszkę tkwi w tym, że płyta troszkę zagrana jest na jedno kopyto i brakuje jakiś wyrazistych hitów. Potencjał jest i mam nadzieję, że jeszcze w przyszłości  Seventh sign from heaven się rozkręci.

Ocena: 7/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza