wtorek, 7 lipca 2020

UDO and Musikkorps der Bundeswehr - We are One (2020)

Muzyka poważna i heavy metal to niby dwa światy, ale często dochodzi do ich krzyżowania. Accept, Rage czy Blind Guardian to pierwsze z brzegu zespoły, które są tego przykładem. Udo Dirkschneider ma na swoim koncie nawet koncertowy album, gdzie został zarejestrowany koncerty z udziałem orkiestry. W końcu przyszedł czas na album z prawdziwego zdarzenia, który został zagrany razem z orkiestrą. Udo jest w życiowej formie co pokazał na "Steelfactory" to i był cień nadziei, że nowe wydawnictwo może być nie takie złe. Jak jest naprawdę?

"We are One" to wydawnictwo, które porywa swoją epickością i podniosłością. Pierwszy rozmach album Udo ma taki przepych i bogate aranżacje. To płyta z klimatem i nieco filmowym feelingiem, ale warto dodać że to płyta wciąż metalowa, choć dużo tu symfonicznego grania. Orkiestra gra pierwsze skrzypce i jest to nie byle jaka orkiestra bo Concert Band of the german Armed Forces pod wodzą Christopha Scheiblinga. To właśnie z nim Udo pracował nad aranżacjami, ale to nie koniec ciekawostek na temat tej kolaboracji.  Nad miksem czuwał sam Stefan Kaufmann i dodatkowo miał on swój udział przy komponowaniu, podobnie jak Peter Baltes. Od 2015r Udo współpracował z tą orkiestrą i w końcu udało się rozwinąć tą współpracę i efekt może szokować. Słychać elementy klasycznego stylu Udo i chyba najbliżej tutaj do albumu "Faceless World"

Zapowiedzi nie były może tak obiecujące i w zasadzie sam album może nie zaliczę do perfekcyjnego, ale jeśli chodzi o ciekawostkę i mieszankę metalu i orkiestry to i tak jest to o wiele ciekawsze dzieło niż te od Blind Guardian.  Zaczyna się od symfonicznego wejścia w "Pandemonium", ale wiecie co gitary i głos Udo sprawiają, że jest to jak najbardziej metalowy kawałek. Taki rasowy Udo czai się pod warstwą tej orkiestrowej oprawy. Mroczny i ponury "Pandemonium" przypomina mi czasy "Dominator". Nawet singlowy "We are one" wybrzmiewa o wiele ciekawej. Mocny i prosty riff robi tutaj robotę. Przypominają mi się czasy "Faceless world". Ciarki mam przy "Love and sin". Co za klimatyczne otwarcie. Te flety, te chórki w tle, no i sporo dzieje się. Otwarcie niczym ostatnie płyty Blind Guardian. Utwór niszczy mocnym wejściem gitar i te marszowe tempo tylko jeszcze dodaje epickości. Niech mi ktoś powie że to źle brzmi, bo nie uwierzę. Znakomicie wykorzystano tutaj orkiestrę i to połączenie tutaj działa. 7 minutowy kawałek i to w sumie rzadkość w przypadku Udo.  Początek w "Future is the reason why" może przypomina jakiś hymn, ale kiedy wkraczają gitarzyści, to od razu słychać że to stary dobry Udo. Podniosły i bardzo chwytliwy kawałek, jednak można stworzyć ciekawą mieszankę Udo i orkiestry. Melodia mogłaby również zdobić jakiś utwór Blind Guardian. Jeden z najlepszych utworów Udo jakie ostatnio stworzył. Brzmi niczym "Faceless World". Spokojnie, balladowo zaczyna się "Children of the world". Znów słychać pomysłową i chwytliwą melodię. Kawałek nieźle buja i niszczy tym mrocznym riffem. Taki, powolny i ciężki utwór to kwintesencja teutońskiego metalu. "Blindfold" to pierwsza ballada i też się broni, choć tutaj ciężko to połączyć z twórczością Udo. Dalej mamy przerywnik w postaci "Blackout", który eksponuje filmowy feeling tej płyty.  Nie sądziłem że to napiszę, ale tą płytę naprawdę dobrze się słucha i orkiestra nie przeszkadza, a nawet wręcz przeciwnie.Potrafi dodać epickości i podniosłości. Dobitnie to słychać w podniosłym "Mother earth" i ten refren jest tutaj wzorcowy. Brawo Udo! Dużo tutaj marszowych, powolnych, epickich kawałków. To coś na wzór "Faceless world" czy "Future land" i w takich klimatach jest właśnie "Rebel town". Andrey Smirnov też cały czas błyszczy i nie mam wątpliwości, że to jeden z najlepszych gitarzystów jakich miał Udo. "Natural Forces" to kolejny instrumentalny kawałek, w którym dochodzi do skrzyżowania podniosłych chórków, orkiestry i partii gitarowych. "Neon diamond" to ballada, która nieco przypomina "Dancing with an angel". Nie mogło zabraknąć nieco rockowego i lekkiego kawałka w stylu "Cut me out" i właśnie taki jest rockowy "Here we go again". Dużo tutaj charakteru accept. No i kto by pomyślał, że usłyszymy tutaj petardę w stylu "fast as shark". Tak prezentuje się "We strike back".Jest agresja, szybki riff i odpowiednie tempo. Nawet refren ma podobną manierę. Co za killer! Całość zamyka klimatyczny i nastrojowy "Beyond Good and Evil". To już kolejny rozbudowany kawałek na płycie i nie brakuje tutaj podniosłości i urozmaicenia.

Godzina i 14 minut muzyki zawartej na płycie to może i długo, ale sama muzyka się broni i nie nudzi. Miałem obawy i powiem że byłem nastawiony sceptycznie do tego wydawnictwa. Udo i orkiestra? Sądziłem, że to głupi pomysł i nie ma szans na sukces. Teraz kiedy posłuchałem tej płyty stwierdzam, że ta muzyka jest naprawdę ciekawy. Jest podniośle, jest epicko, no i mimo orkiestry słychać, że to wciąż album metalowy, że to stary dobry Udo. Sam album troszkę przypomina "Faceless World". Filmowy feeling też pasuje do tego co tutaj słychać. Miła niespodzianka i muszę przyznać, że niektóre utwory to naprawdę perełki i jeden z najlepszych utworów w historii Udo. Szok i na pewno o tej płycie nie zapomnę. Wiem, będą głosy krytyki, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Zawsze miałem dziwny gust. Komu mogę polecić to wydawnictwo? Fanom symfonicznego metalu, fanom orkiestry, ale też i heavy metalu, a przede wszystkim fanom udo.

Ocena: 9/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza