niedziela, 11 maja 2014

4 TH DIMENSION - Dispelling The Veil of Illusions (2014)

Włoski 4 Th Dimension powraca wreszcie z nowym albumem. Piszę wreszcie, bo w końcu 3 lata oczekiwania to nie jest wcale krótki okres czekania. To, że kapela nie będzie w stanie wykreować bardziej oryginalnego stylu niż ten zaprezentowany na „The White Path to Rebirth” było prawie pewne. Nic też dziwnego, bo styl będący pochodną Rhapsody, Sonata Arctica, Gamma Ray czy Freedom Call zawsze przyciąga uwagę. Za pierwszym razem udało się nagrać bardzo udany album, który znalazł swoją rzeszę słuchaczy. Czego oczekiwałem od drugiego albumu zatytułowanego „Dispelling The Veil of Illusions”? Równie chwytliwych melodii i serię hitów, a także granie z miłości do power metal.

Moje wymagania zostały spełnione, ale nie w 100%. Jest kontynuowanie stylu z poprzedniego wydawnictwa. Tak więc mamy power metal o symfonicznym wydźwięku, który właściwie nie wyróżnia się na tle innych. Ot co mieszanka Sonata Arctica, Gamma Ray, Rhapsody i Freedom Call. Wcześniej można było przymrużyć nieco oko na to co zespół wyrabiał, bo nadrabiał przebojowością, energią i pomysłami. Na drugim albumie jakby nieco zabrakło wystarczająco mocnych argumentów, żeby przekonać mnie. Jasne, są lekkie, przyjemne kompozycje, które utrzymane są w słodkim, melodyjnym stylu. Wszystko zachowane w power metalowej formule, ale to jednak za mało. Udało się przerysować soczyste, włoskie brzmienie i wiele znanych nam już symptomów. Ale taki „A Circle in the Ice” wskazuje, że zespół postanowił bardziej pójść w kierunku stylu Sonata Arctica czy Freedom Call. Sam utwór dobry, ale brakuje mocnego uderzenia i bardziej pomysłowego motywu. Wszystko brzmi tak dość znajomo i taki „Kingdom of Thyne Illusions” brzmi jak kalka Freedom Call. Paradoksalnie jest to też jeden z najlepszych utworów na płycie. Zespół nieco przesadza z tą słodkością i najlepiej to pokazuje „Quantum Leap”. Co może co niektórych przerazić to nieco dyskotekowe granie. No bo jak tutaj zakwalifikować taki „Extra World”? Nie przekonuje mnie sztuczny klimat w balladzie „Memoirs of The Abyss”. Przesadą tutaj jest umieszczenie drugiej ballady w postaci „Away” i brzmi to jak utwór Queen, albo nawet Avantasia. Nie brakuje przebojów i dobrze o tym świadczy „The Watchtower”, ale trzeba się zastanowić jakiej klasy są te hity. Na pewno nie tej samej co te z debiutu i to jest jedna z wad tego krążka.

Czy rodzi się nam drugi Freedom Call albo Sonata Arcrtica? Tak się zanosi, problem w tym tylko że zespół nie jest takiej klasy. Jasne mają znakomitego wokalistę w postaci Andrea, który potrafi nadać utworom głębi. Nawet gitarzysta Michele stara się jak może, ale słychać że tutaj wkłada jakby mniej serce. Wszystko wypadło znacznie gorzej niż na „The White path to Rebirth”. Zbyt słodko i za mało konkretów godnych uwagi.

Ocena : 4/10

1 komentarz:

  1. Poniżej oczekiwań,dużo słabiej niż w debiucie.

    OdpowiedzUsuń