Rexoria działa od 2016 roku i od samego początku siłą napędową zespołu pozostaje wokalistka Frida Ohlin. Jej głos potrafi być jednocześnie drapieżny i melodyjny, a w bardziej emocjonalnych fragmentach nadaje kompozycjom autentyczności i głębi. Na uwagę zasługuje również świetnie zgrany duet gitarowy tworzony przez Martina Gustavssona i Jonathana Svenssona. Muzycy doskonale wiedzą, jak budować chwytliwe melodie i atrakcyjne aranżacje. Choć czerpią inspiracje od uznanych przedstawicieli gatunku, nie ograniczają się do bezrefleksyjnego kopiowania sprawdzonych schematów. To profesjonalnie skomponowana rozrywka na wysokim poziomie, dostarczająca słuchaczowi mnóstwo satysfakcji.
Rexoria stawia przede wszystkim na zwięzłe i treściwe kompozycje. Jedenaście utworów składa się na około 45 minut muzyki, podczas których roi się od chwytliwych refrenów i pomysłowych melodii. Już otwierający album „Metallic Rain” pokazuje, czego można spodziewać się przez kolejne kilkadziesiąt minut: zwartych kompozycji, wyrazistych melodii oraz produkcji nastawionej na maksymalną przejrzystość brzmienia. To utwór niezwykle energetyczny, pełen świeżych pomysłów i charakteru.
Kompozycje takie jak „Awakening”, „Dancing on the Ruins” czy „Break the Wave” umiejętnie łączą klasyczny heavy metal z nowoczesnym power metalem, unikając przy tym zbędnego eksperymentowania. Zespół świadomie podąża sprawdzoną ścieżką, koncentrując się na tworzeniu łatwo przyswajalnych, ale jednocześnie angażujących utworów. Doskonałym przykładem takiego podejścia jest „Malleus Maleficarum”, który zachwyca prostym, lecz niezwykle skutecznym motywem przewodnim oraz przebojowym charakterem. Znajdziemy tu energię i chwytliwość przywodzącą na myśl najlepsze momenty Bloodbound czy wczesnego Battle Beast.
Nieco bardziej taneczny „Running with the Stars” przemyca rozwiązania znane z twórczości Sabaton i Metalite. Choć balansuje na granicy kiczu, robi to z dużym wyczuciem i wdziękiem, dzięki czemu słucha się go z nieskrywaną przyjemnością. Z kolei marszowy „Dominion” przynosi solidną dawkę epickości i rycerskiego klimatu, stanowiąc udany ukłon w stronę takich gigantów jak HammerFall czy Manowar.
Nie zabrakło również bardziej radiowych momentów. „Himalaya” sprawdza się jako lekki, melodyjny przebój, choć nie traci przy tym metalowego charakteru. Z drugiej strony album oferuje także bardziej wymagające fragmenty utrzymane w stylistyce heavy/power metalu z wyraźnymi wpływami Bloodbound. Jeszcze więcej klasycznego power metalowego ducha, przywołującego skojarzenia z pierwszymi albumami Helloween czy Avantasii, można odnaleźć w rozpędzonym „Wasted Land”.
Szczególnie dobrze wypada finałowy „Heart of Sorrow”, nagrany z udziałem Johnny’ego Gioeliego. Duet wokalistów wnosi do kompozycji dodatkową dramaturgię i emocjonalną głębię, czyniąc ją jednym z najmocniejszych punktów całego wydawnictwa. To piękna ballada, która potrafi wzruszyć i na długo pozostaje w pamięci.
Fallen Dimension nie zmienia zasad gry w melodyjnym metalu, ale oferuje wszystko, czego można oczekiwać od świetnie napisanej płyty power metalowej: energię, emocje, znakomite wokale oraz refreny, które zostają w głowie jeszcze długo po zakończeniu odsłuchu. Dla Rexorii jest to kolejny krok naprzód i bez wątpienia jeden z najmocniejszych albumów w dotychczasowej dyskografii zespołu. Wydawnictwo powinno szczególnie przypaść do gustu fanom Battle Beast, Beast in Black oraz Frozen Crown.
Ocena: 8,5/10





















