Richie Faulkner wyrósł na jednego z najbardziej intrygujących gitarzystów swojego pokolenia. Jako ważny filar Judas Priest tchnął w legendarną formację nową energię i świeżość, co wyraźnie słychać na albumach Firepower oraz Invincible Shield. Jednocześnie wypracował rozpoznawalny styl – osadzony w klasyce, lecz podszyty nowoczesną dynamiką – czerpiący inspiracje od takich mistrzów jak Ritchie Blackmore, Tony Iommi czy Glenn Tipton.
Z myślą o artystycznej niezależności powołał do życia projekt Elegant Weapons, który już debiutem z 2023 roku zaznaczył swoją obecność na scenie. Teraz, po trzech latach, zespół wraca z albumem „Evolution”.
Tytuł może sugerować rozwój i stylistyczne przetasowania, jednak w praktyce mamy do czynienia raczej z konsekwentną kontynuacją obranego wcześniej kierunku. Elegant Weapons nadal porusza się na styku klasycznego heavy metalu i rasowego hard rocka. Trzonem brzmienia pozostaje gitarowa ekspresja Faulknera – pełna finezji, melodyjnych fraz i sugestywnych solówek. Choć poziom wciąż jest wysoki, trudno oprzeć się wrażeniu, że tym razem zabrakło odrobiny świeżości i elementu zaskoczenia.
Na osobne wyróżnienie zasługuje Ronnie Romero, którego charyzmatyczny wokal znakomicie odnajduje się w tej konwencji. Jego interpretacje dodają utworom głębi i autentycznego, rockowego pazura.
Album, trwający ponad 50 minut, momentami traci impet przez nierówną selekcję materiału. Obok utworów znakomitych pojawiają się kompozycje jedynie solidne, co nieco rozmywa końcowy efekt.
„Evil Eyes” otwiera płytę w przewidywalnym, lecz efektownym stylu, z wyraźnymi odniesieniami do Judas Priest. Znacznie ciekawiej wypada „Generation Me”, w którym pobrzmiewają echa Black Sabbath – cięższe, bardziej klimatyczne brzmienie nadaje mu wyjątkowego charakteru. „Bridges Burn” i „Holler Roller” oferują solidną dawkę klasycznego grania, choć brakuje im wyraźnego punktu kulminacyjnego.
Chwilę oddechu przynosi bardziej liryczne „Come Back to Me”, utrzymane w balladowej stylistyce, natomiast „Thrown to the Wolves” imponuje swobodnym żonglowaniem wpływami Deep Purple i Rainbow. Mniej przekonująco wypada „Shooting Shadows”, który sprawia wrażenie nieco chaotycznego i niedopracowanego.
Kulminacyjnym punktem albumu jest bez wątpienia „Keeper of the Keys”. To ponad siedmiominutowa podróż przez esencję klasycznego heavy metalu i hard rocka – z wyraźnymi nawiązaniami do lat 70. i stylistyki Ritchie Blackmore. Monumentalna kompozycja, dopracowane aranżacje i znakomite partie gitarowe czynią z niej utwór, który wynosi cały album na wyższy poziom.
„Evolution” potwierdza potencjał Elegant Weapons i umacnia ich pozycję na scenie. To album pełen szacunku dla tradycji, solidnie zrealizowany i momentami błyskotliwy, choć nie tak porywający jak debiut.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz