Od 14 lat działa projekt muzyczny A Hero for the World, prowadzony przez Jacoba Kaasgaarda. To radosny, podniosły power metal z wyraźnymi symfonicznymi akcentami. W muzyce słychać inspiracje takimi zespołami jak Avantasia, Majestica, Fellowship czy wczesny Helloween. Jacob nagrał już sporo płyt – wszystkie utrzymane na solidnym, rzemieślniczym poziomie, choć dalekie od perfekcji. Jak na projekt jednoosobowy i tak prezentuje się to całkiem przyzwoicie.
Niedawno ukazał się nowy album zatytułowany „G.O.A.T.”, zawierający premierowy materiał. Okładka, jak zwykle, jest przyjemna dla oka i doskonale oddaje stylistykę power metalu. Również brzmienie pozostaje spójne z konwencją gatunku. Jacob odpowiada zarówno za wokal, jak i całą warstwę instrumentalną. Do swojej pracy podchodzi starannie i wyraźnie stara się, aby materiał był możliwie atrakcyjny dla słuchacza.
Na płycie znajdziemy mieszankę różnych elementów – od power metalu, przez melodyjny heavy metal, aż po bardziej rockowe fragmenty. Rasowy power metal w duchu Helloween pojawia się w rozpędzonym „Year of the Dragon”. Może nie jest to nic odkrywczego, ale utwór słucha się całkiem przyjemnie i przywołuje skojarzenia z power metalem lat 90. Z kolei singlowy „The Greatest of All Time” to słodkawy, melodyjny heavy metal – solidny numer, choć trudno doszukiwać się w nim czegoś wyjątkowego.
Bardziej lekki i rockowy charakter ma „Unite”. To już zdecydowanie bardziej komercyjne granie, co zapewne wywoła narzekania wśród ortodoksyjnych fanów power metalu. Skoczny i pogodny „Playing with Fire” również ma w sobie pewną energię, choć do ideału sporo mu brakuje.
Na albumie znalazło się także sporo wolniejszych, spokojniejszych kompozycji. Więcej klasycznego power metalu powraca w utworze „Freedom”. Zamykający płytę „The Place Where Oceans Meet” potrafi zaskoczyć szybszym tempem i epickim klimatem – wreszcie pojawia się tu więcej mocy i rozmachu. Niestety jako całość album wypada dość przeciętnie i pozostawia pewien niedosyt.
Jacob realizuje swoje muzyczne marzenia i konsekwentnie tworzy własną muzykę – raz z lepszym, raz ze słabszym rezultatem. W tym przypadku mam jednak wrażenie przerostu formy nad treścią. Brakuje naprawdę wyróżniających się utworów, a większość materiału sprawia wrażenie pozbawionej energii i charakteru. Być może następnym razem będzie lepiej. Ten album można jednak bez większego żalu pominąć.
Ocena: 3/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz