W muzyce metalowej piękne jest to, że można znać ogromną liczbę zespołów, a mimo to wciąż mieć spore zaległości i nieustannie odkrywać kolejne bogactwa. Jednego życia nie starczyłoby, by poznać wszystkie formacje godne uwagi, które wciąż pozostają poza naszym radarem. Niemiecki Coronatus jest tego doskonałym przykładem – mimo że działają od 1999 roku i mają na koncie aż 11 albumów studyjnych, do niedawna byli mi zupełnie nieznani. Ich twórczość pokazuje jednak, jak umiejętnie można połączyć świat symfonicznego metalu z folk metalem, okraszając całość elementami gotyckimi i klasycznymi.
23 stycznia ukazał się jedenasty album studyjny formacji Coronatus i jest to prawdziwa uczta dla fanów symfonicznego oraz folk metalu. Warto wspomnieć, że zespół na przestrzeni lat przechodził liczne zmiany personalne. W 2022 roku do składu dołączył gitarzysta Harald Zeidlers, natomiast w 2024 roku szeregi zespołu zasiliła wokalistka Sabine Unger. Jej głos jest uroczy i idealnie współgra z muzyką zespołu – nadaje całości podniosłości, klimatu i odpowiedniej drapieżności.
Wokal Sabine to jednak nie jedyny atut Coronatus. Zeidlers wnosi do brzmienia dużą dawkę melodyjności, doskonale współgrając zarówno z warstwą instrumentalną, jak i operową otoczką kompozycji. Na płycie nie ma przesytu ani przerostu formy nad treścią. Zespół zadbał o pomysłowe motywy, urozmaicenie i sporą przebojowość. Dzieje się tu naprawdę wiele dobrego, a najmocniejszą stroną albumu pozostaje tajemniczy klimat oraz umiejętna fuzja folk metalu z symfonicznym rozmachem. Materiał potrafi być zadziorny, ale bywa też lekki, chwytliwy i nastrojowy. Jestem pod wrażeniem, jak sprawnie Coronatus tworzy ciekawe i zapadające w pamięć motywy. Czasami robi się spokojniej i mniej metalowo, ale radość z odsłuchu pozostaje niezmiennie wysoka.
Nie wiedziałem, czego się spodziewać, jednak już otwierający „The Maelstrom” momentalnie uświadamia słuchaczowi pomysłowość i świeżość zespołu. Jest podniosłość, piękne melodie i fascynująca mieszanka folk metalu z symfonicznym rozmachem – prawdziwy pokaz mocy i kreatywności. Lżejszy, bardziej folkowy „Through the Brightest Blue” odsłania inne oblicze grupy, nadal pozostając przebojowym i pełnym pomysłów. Echa Nightwish można wychwycić w przepięknym i chwytliwym „To the Reef”, gdzie folkowy motyw i urozmaicone przejścia skutecznie przyciągają uwagę. Coronatus nie gra na jedno kopyto, co jest ogromnym atutem.
Zespół potrafi również przyspieszyć i sięgnąć po mocniejszy riff, co udowadnia „The Ship’s Cook”. Spokojny, balladowy „Southern Cross” chwyta za serce i zachwyca aranżacją, klimatem oraz emocjonalnym wydźwiękiem. Następnie otrzymujemy bardziej podniosły i symfoniczny „The Siren”, który jest jednocześnie bardziej gitarowy i metalowy. Coronatus bez problemu odnajduje się na każdej muzycznej płaszczyźnie. Przebojowy, nośny motyw napędza „A Seaman’s Yarn” – utwór, który doskonale pokazuje talent zespołu do tworzenia świeżych i angażujących kompozycji. Na finał otrzymujemy nastrojowy, pełen smaczków „Die Hexe und der Teufel”.
Coronatus okazał się dla mnie prawdziwą podróżą w nieznane. Nie znałem stylu zespołu ani jakości ich twórczości i obawiałem się, że dominować będą elementy gotyckie lub zbyt komercyjne, prowadząc do nijakiej, mało interesującej papki. Tymczasem całość brzmi świeżo, pomysłowo, a każdy utwór sprawia autentyczną frajdę. Heavy metal jest tu raczej dodatkiem, który dopełnia całą konstrukcję. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten album, zwłaszcza jeśli ktoś kocha symfoniczny metal i folk metal.
Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz