niedziela, 18 stycznia 2026

TRIUMPHER - Piercing the heart of the World (2026)


 

Manowar w ostatnich latach traci czas na nagrywanie nowych wersji swoich klasyków – nie wiadomo po co i dla kogo – zamiast tworzyć nowy materiał godny pochwał i stawiania metalowych ołtarzy. Na szczęście nie brakuje zespołów, które chcą godnie przejąć pałeczkę po Manowar i pisać nowe rozdziały epickiego heavy metalu dla prawdziwych wojowników. Jednym z takich zespołów, mających wyraźny pomysł na współczesny, świeży i pełen rozmachu epic metal, jest bez wątpienia grecki Triumpher.

Zespół działa od 2019 roku i ma już na koncie dwa znakomite albumy, którymi udowodnił, że należy do pierwszej ligi i potrafi nagrywać nowe klasyki epickiego heavy metalu. Teraz, po dwóch latach przerwy, nadchodzi czas na trzeci album studyjny zatytułowany “Piercing the Heart of the World”, który ukaże się 6 marca nakładem No Remorse Records. To płyta będąca prawdziwym przejawem geniuszu i absolutnym majstersztykiem – wręcz wzorcowa definicja epickiego heavy metalu.

Triumpher czerpie garściami z twórczości Manowar, choć bez trudu można wychwycić również wpływy Manilla Road czy Virgin Steele. Podniosłe motywy, przepiękne aranżacje, tajemnicza atmosfera i pełne emocji solówki przesądzają o wyjątkowym pięknie tej muzyki. Wokal Marsa Triumpha jest przeszywający, monumentalny i wywołujący dreszcze. Co za talent i umiejętności! Potrafi zarówno budować epicki nastrój, jak i nadać całości rasowego, heavy metalowego pazura. To wokalista absolutnie pierwszoligowy – tutaj nie ma miejsca na dyskusję.

Sekcja rytmiczna dba o dynamikę i potężne uderzenie, natomiast prawdziwe cuda wyczynia duet gitarowy. Marios i Christopher prowadzą między sobą przepiękny dialog, stawiając na emocje, pomysłowość i epicki klimat. Odnoszę wrażenie, że gitary dosłownie do nas mówią i mają własny język – to drzwi do innego świata. Czysta magia. Zespół zadbał również o potężne, pełne czarów brzmienie oraz klimatyczną okładkę, która cieszy oko i doskonale współgra z muzyką.

Zapnijcie pasy i wyruszamy w podróż z Triumpher. Album wypełnia osiem utworów, dających łącznie 44 minuty epickiej uczty. Na pierwszy ogień idzie marszowy i monumentalny „Black Blood”, który od razu zdradza fascynację Manowar. Jednocześnie bije z niego świeżość i pomysłowość. Imponuje to, jak zespół bawi się konwencją i jaką wagę przykłada do detali – tutaj wszystko lśni.

Nie brakuje również szybkich killerów, a „Destroyer” jest tego doskonałym przykładem. Potężny riff i bardziej energiczne tempo robią tu kapitalną robotę. Triumpher rzuca na kolana i pokazuje, jak grać epicki heavy metal najwyższych lotów. Wielkie brawa należą się za podniosłe chórki, które budują znakomitą atmosferę. Świetnie buja rozbudowany i patetyczny „The Mountain Throne” – kolejny przejaw geniuszu. Zwolnienia tempa i nacisk na emocje to czysta magia, a zmiany tempa i przyspieszenia są tu poprowadzone mistrzowsko.

Spokojny, sześciominutowy „Ithaca” to absolutny majstersztyk. Jest klimatycznie, refleksyjnie i niezwykle epicko. Wokal wysuwa się na pierwszy plan i tak naprawdę niewiele więcej potrzeba – szczęka opada, jak doskonale to brzmi. Nawet dwuminutowy, balladowy „Vaults of Immortals” kradnie serce i pokazuje, jak bardzo zespół stawia na emocje i oddziaływanie na zmysły.

Klasyczny duch Manowar wybrzmiewa w potężnym, bojowym „The Flaming Sword”. Triumpher znakomicie przejmuje pałeczkę po zespole, który dziś jest już cieniem samego siebie. To klasa sama w sobie. Rozpędzony killer „Erinyes” brzmi jak mieszanka szybkich hitów Manowar i Running Wild, z delikatnymi echami black metalu w tle. Prawdziwa petarda – na kolana wszyscy fani heavy metalu!

Na sam koniec wisienka na torcie – niemal dziesięciominutowy „Naus Apidalia”. Epicki heavy metal z krwi i kości oraz dowód na to, że w tym gatunku wciąż można powiedzieć bardzo wiele. To znakomity hołd dla twórczości Manowar, a jednocześnie wyraźny manifest własnej tożsamości. Taki finał mógł zaserwować tylko grecki Triumpher, który konsekwentnie pisze własną historię epickiego heavy metalu. Chórki, aranżacje, atmosfera – to wszystko jest czymś znacznie więcej niż tylko muzyką.

Jak oni to robią? Triumpher po raz trzeci nagrywa płytę genialną i bezbłędną. To coś więcej niż muzyka czy hołd dla Manowar – to nowa definicja epickiego heavy metalu. Nowy album Triumpher to czysty przejaw geniuszu i dzieło, które zostaje w pamięci na długo. Sieje zniszczenie i już teraz można budować ołtarzyk ku czci Triumpher. Wielki triumfalny powrót w glorii chwały.

W marcu zespół zagra w Polsce na Helicon Metal Festival i to będzie prawdziwe święto dla fanów zespołu jak i heavy metalu. 

Ocena: 10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz