poniedziałek, 19 stycznia 2026

VALIANT SENTINEL - Neverealm (2026)

 


W obozie greckiego Valiant Sentinel sporo się dzieje. Projekt muzyczny zainicjowany przez gitarzystę Dimitrisa Skodrasa właśnie przeobraził się w pełnoprawny zespół. Dimitris odpowiada za partie gitarowe oraz klawiszowe i bez wątpienia jest mózgiem całego przedsięwzięcia. Do współpracy zaprosił basistę Panosa Manikasa oraz wokalistę Giannisa Georganosa, znanego z formacji Subfire. Za partie perkusyjne odpowiada Frederik Ehmke z Blind Guardian, występujący w roli muzyka sesyjnego. W takim składzie nagrany został drugi album studyjny zespołu, zatytułowany „Neverealm”, który ukazał się 16 stycznia nakładem Theogonia Records.

Pod względem stylistycznym otrzymujemy udany i spójny miks heavy oraz power metalu. Słychać tu wyraźne inspiracje takimi zespołami jak Sinbreed, Blind Guardian czy Brainstorm. Valiant Sentinel stawia na budowanie klimatu, zadziorne riffy oraz chwytliwe, łatwo zapadające w pamięć refreny. Całość została zagrana z wyczuciem i pomysłem – wyraźnie słychać, że zespół znacznie większą wagę przyłożył tym razem do procesu kompozytorskiego. Choć materiał nie unika pewnej wtórności, słucha się go nadzwyczaj przyjemnie.

Bezsprzecznie jednym z najmocniejszych punktów Valiant Sentinel jest wokal Giannisa, który potrafi skutecznie budować napięcie, dodając kompozycjom mocy, ekspresji i drapieżności. Widoczny jest także progres w partiach gitarowych – są one ciekawsze, bardziej rozbudowane i dopracowane niż na debiucie. Album jest bardzo przystępny, przebojowy i dostarcza mnóstwo czystej frajdy ze słuchania.

Na zawartość płyty składa się dziewięć utworów o łącznym czasie trwania 44 minut. Już na otwarcie atakuje nas rozpędzony i agresywny „War in Heaven” – mocny riff, dynamiczne tempo oraz pomysłowy refren sprawiają, że utwór robi znakomite pierwsze wrażenie. Klasyczne rozwiązania wybrzmiewają w melodyjnym „Neverealm” – z jednej strony hołd dla tradycji, z drugiej nowoczesne podejście i świeżość. Nie brakuje tu potencjalnych hitów, a utwór tytułowy jest tego najlepszym dowodem. To wyraźny ukłon w stronę niemieckiego power metalu – prawdziwa petarda.

Wpływy Blind Guardian oraz Manilla Road pojawiają się w klimatycznym i bardziej stonowanym „Mirkwood Forest”, który znakomicie urozmaica tracklistę. Imponująco prezentuje się również rozbudowany i pełen smaczków „The Undermark” – epicki klimat wręcz powala na kolana i pokazuje, jak duży potencjał drzemie w zespole. Echa Blind Guardian odnajdziemy także w spokojnym, nastrojowym „To Mend the Ring”, który potrafi poruszyć i chwycić za serce. W podobnym duchu utrzymany jest również „Come What’s May”.

Mocne, rycerskie uderzenie zespół serwuje w „Elden Lord”, gdzie ponownie pobrzmiewają inspiracje Blind Guardian i Sinbreed – to power metal w najczystszej postaci. Valiant Sentinel błyszczy także w pomysłowym „Arch Nemesis”, w którym gościnnie pojawia się Zak Stevens, dodając kompozycji dodatkowej siły i charakteru. Całość zamyka monumentalny „The Battle of Hornburg”, dziewięciominutowy kolos, w którym zespół daje pełen upust swojej kreatywności i talentowi. Utwór mija zaskakująco szybko, a popisy gitarowe oraz efektowne przejścia sekcji rytmicznej budzą szczery podziw. Klasa sama w sobie.

Oczywiście do ideału wciąż nieco brakuje, jednak mimo to zespół robi bardzo pozytywne wrażenie. Potrafią grać z wyobraźnią, dbałością o detale i wyczuwalnym zaangażowaniem. Słychać tu autentyczną miłość do power metalu. Valiant Sentinel posiada własny styl i umiejętność tworzenia materiału, który wciąga i sprawia ogromną przyjemność. Jeśli w przyszłości dopracują jeszcze kompozycje, zadbają o większą przebojowość i element zaskoczenia, z pewnością będzie o nich głośno.

Ocena: 8,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz