czwartek, 15 stycznia 2026

BATERING RAM - Time masters (2026)


 

Nazwa zespołu Battering Ram początkowo niewiele mi mówiła, jednak jedno spojrzenie na okładkę autorstwa Andreasa Marschalla wystarczyło, bym wiedział, że warto sięgnąć po debiutancki album hiszpańskiej formacji. Zespół działa od 2008 roku i w końcu nadszedł moment na pełnoprawny debiut zatytułowany „Time Masters”, który ukazał się 10 stycznia. To materiał balansujący na styku heavy metalu i thrash metalu.

Już od pierwszych chwil uwagę przykuwa świetna okładka oraz mocne, wyraziste brzmienie. Sam zespół udowadnia, że doskonale opanował swoje instrumenty i potrafi umiejętnie łączyć klasyczne elementy heavy metalu z ostrzejszym, thrashowym pazurem. W ich muzyce bez trudu można wychwycić inspiracje takimi zespołami jak Anthrax, Megadeth czy Paradox. Battering Ram przemyca również sporo elementów progresywnych, stawiając na bardziej złożone struktury i rozbudowane partie gitarowe.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje gitarzysta Guillermo Marques, który dwoi się i troi, by materiał był pełen niespodzianek i przyjemny w odbiorze. Bardzo dobrze wypada także wokalista David Ordas – jego głos oscyluje wokół stylistyki heavy/power metalowej, a ciekawa barwa nadaje całości dojrzałości i klimatu. Wszystko to sprawia, że debiut Battering Ram zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Każdy utwór wpisuje się w spójną narrację, tworząc album koncepcyjny, w którym dominują motywy czasu i przeznaczenia. Całość otwiera tajemnicze intro, po którym następuje pomysłowy i bardziej progresywny „Unexpected Events” – utwór pełen interesujących aranżacji i nieoczywistych rozwiązań. Więcej agresywnego thrash metalu dostajemy w „The Persecuted”, który aż kipi energią i przebojowością. Bardziej stonowane tempo i solidna dawka heavy metalu to z kolei atuty zadziornego „Seconda Son”. Elementy power metalu wyraźnie wybrzmiewają w dynamicznym „Immortality Fed by Death”, który dodatkowo wzbogacono progresywnymi patentami.

Najlepiej zespół wypada w bardziej agresywnych fragmentach, gdzie nacisk kładziony jest na szybkość i melodyjność – doskonale oddaje to tytułowy „Time Masters”. Nieco słabiej prezentuje się „Armageddon Wars”, który sprawia wrażenie przerostu formy nad treścią i nie do końca przekonuje. Album zamyka rozbudowany, progresywny „The Quest”, oferujący udany miks heavy/power metalu z thrash metalem – to solidne i satysfakcjonujące zwieńczenie całości.

Battering Ram zalicza udany start. To zespół z umiejętnościami i wyraźnym pomysłem na siebie, choć kilka elementów wymaga jeszcze dopracowania. Brakuje nieco większej przebojowości oraz bardziej wyrównanego poziomu kompozycji. Przydałyby się także gitarowe motywy, które od razu zapadałyby w pamięć i robiły efekt „wow”. To solidny materiał z potencjałem, choć pozostawia po sobie lekki niedosyt.

Ocena: 6,5/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz