sobota, 17 stycznia 2026

MEGADETH - Megadeth (2026)

 


Ten dzień w końcu musiał nadejść. Dzień, w którym Megadeth wyrusza w swoją ostateczną podróż i zamyka pewien rozdział w historii metalu. Nic nie trwa wiecznie, a Megadeth – jako jeden z filarów Wielkiej Czwórki thrash metalu – zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach gatunku, wydając mnóstwo znakomitych albumów. Owszem, ostatnie lata to już nie ten sam poziom co w latach 80. czy 90., ale nawet nowsze płyty trzymały solidny poziom i potrafiły dostarczyć sporo satysfakcji.

W 2023 roku do zespołu dołączył gitarzysta Teemu Mäntysaari (Wintersun), wnosząc do składu nową energię i świeże spojrzenie. Po czterech latach oczekiwania wreszcie nadszedł czas na ostatni album Megadeth, zatytułowany po prostu „Megadeth”, którego premiera zaplanowana jest na 23 stycznia.

Nie ma tu rewolucji ani stylistycznych zwrotów akcji – dostajemy dokładnie to, czego można się spodziewać po Megadeth. To rasowy, charakterystyczny album zespołu, zawierający wszystkie elementy składające się na jego unikalny styl. Rozpoznawalny, kąśliwy wokal Dave’a Mustaine’a jest obecny i – co ważne – znajduje się w bardzo dobrej formie. Nadaje kompozycjom drapieżności i odpowiedniego ciężaru. Sporo świeżości wnosi Mäntysaari, który znakomicie dogaduje się z Mustainem. Panowie swobodnie operują konwencją, stawiając na proste, zadziorne riffy oraz melodyjne, dobrze wyważone solówki. Całość oscyluje na pograniczu heavy i thrash metalu, jest rozegrana ze smakiem i nie brakuje utworów zapadających w pamięć. Jeśli to rzeczywiście finał kariery Megadeth, to zespół żegna się w godnym stylu.

Okładka płyty nie zachwyca – wizualnie wypada raczej przeciętnie – ale niesie ze sobą symbolikę pożegnania, co najwyraźniej było głównym zamysłem. Brzmienie jest mocne i soczyste, choć można odczuć pewien niedosyt surowości i pazura. Na szczęście sam materiał rekompensuje te braki – jest dobrze wyważony i atrakcyjny. Single zaprezentowane podczas promocji albumu przypadły mi do gustu i potwierdziły jedno: to wciąż Megadeth, jaki znamy i kochamy.

Album otwiera agresywny, dynamiczny „Tipping Point” – świetny start i jeden z najmocniejszych punktów płyty. Przywołuje ducha dawnych lat i pokazuje, że zespół wciąż potrafi uderzyć z impetem. Podobne emocje budzi lekko punkowy, pomysłowy „I Don’t Care”, w którym Dave Mustaine popisuje się znakomitą formą wokalną. Bardziej stonowany i wyraźnie heavy metalowy „Hey God” to solidny, chwytliwy numer, choć bez ambicji bycia killerem.

Efektowne solówki Mäntysaariego napędzają melodyjny i rozpędzony „Let There Be Shred” – to klasyczny megadethowy killer i dokładnie taki Megadeth, jaki uwielbiam. „Puppet Parade” to kolejny heavy metalowy kawałek oparty na prostej formule i mocnym riffie, z przyjemnie bujającym, lekko komercyjnym refrenem. Dalej pojawia się spokojniejszy „Another Bad Day”, przemycający hardrockowe patenty – nieskomplikowany, ale chwytliwy i przystępny.

Thrashowa agresja wraca w ostrzejszym „Made to Kill” i szkoda, że takich numerów nie ma na płycie więcej. Niestety, „Obey the Call” wypada dość nijako i niewiele wnosi do całości. Solidny heavy metal reprezentuje „I Am War”, choć i tutaj brakuje dopracowania i elementu, który naprawdę zwaliłby z nóg – słucha się tego dobrze, ale bez większych emocji. Zdecydowanie więcej dzieje się w bardziej zadziornym i przebojowym „The Last Note”.

Na koniec dostajemy bonus w postaci kultowego „Ride the Lightning” – historia zatacza koło. Wersja Megadeth jest interesująca, choć traktuję ją raczej jako ciekawostkę niż pełnoprawny punkt programu.

Trudno uwierzyć, że to naprawdę ostatni album Megadeth. To żywa legenda metalu, która przez dekady rozpalała wyobraźnię fanów i dostarczała niezapomnianych płyt. Zespół zawsze miał własny styl i unikalne podejście do thrash metalu. Będzie mi brakować wokalu Dave’a Mustaine’a i tych charakterystycznych gitarowych zagrywek. Na szczęście zostaje bogata dyskografia, a pożegnalny album jest naprawdę bardzo dobry. Nie przynosi wstydu, a wręcz potwierdza, że Megadeth to klasa sama w sobie."Megadeth" to swoista kontynuacja tego co band prezentował na ostatnich plytach. To godne i mocne podsumowanie historii wielkiego zespołu.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz