Mało kto wie, że w teledysku „Become Immortal” Kreatora z 2022 roku pojawił się inny niemiecki zespół grający thrash metal – Destroy Them. Sam Kreator okrzyknął ich młodszą wersją siebie. Kapela istnieje od 2016 roku, jednak dopiero teraz, 9 stycznia, udało jej się wydać pierwszy pełnometrażowy album studyjny. Trzeba przyznać, że „Threshold of Apocalypse” to faktycznie hołd złożony twórczości Kreatora czy Destruction. Słychać wyraźnie, że zespół inspiruje się przede wszystkim takimi płytami jak „Hordes of Chaos” czy „Phantom Antichrist”. Co więcej – ten album wypada znacznie lepiej niż najnowsze wydawnictwo samego Kreatora.
Jest tu energia, drapieżność, ale również spora dawka melodyjności i przebojowości. Zespół ma wyraźny pomysł na siebie i doskonale wie, jak grać thrash metal z polotem. Destroy Them czerpie z dokonań Kreatora, ale stara się zachować własną tożsamość, zamiast być jedynie marną kopią. Muzycy świetnie bawią się konwencją, a materiał potrafi porwać i dostarczyć mnóstwo frajdy fanom thrash metalu.
Warto wspomnieć, że skład tworzą doświadczeni muzycy. Na wokalu udziela się Hendrik Tuschmann, znany m.in. z Ravage. Jego głos jest drapieżny, charyzmatyczny i znakomicie napędza muzykę Destroy Them. Wraz z Chrisem Tsitsem tworzy znakomity duet gitarowy. Chrisa można kojarzyć z Suicidal Angels i jakość tamtej kapeli wyraźnie daje o sobie znać. Partie gitarowe i riffy to bez wątpienia jedna z największych zalet tej płyty. Wszystko zostało zagrane z pasją i brzmi świeżo. Dzięki temu debiut Destroy Them nie sprawia wrażenia pierwszego albumu, lecz dzieła dojrzałych muzyków, dla których thrash metal to sens życia.
Na pochwałę zasługuje również dopracowane, wysokiej klasy brzmienie oraz klimatyczna okładka. Na płycie znalazło się 10 utworów i każdy z nich dostarcza sporo satysfakcji. Już otwierający „Hatespeech” pokazuje, na co stać zespół. Echa Kreatora oczywiście słychać w „Masterheads Collide”, ale Destroy Them podchodzi do tego z pomysłem. To rasowy killer, który szybko wpada w ucho, a zespół po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać chwytliwe numery.
Emocje nie opadają – atakuje nas kolejny thrashmetalowy killer w postaci „They Will Be”. Biją z tego utworu świeżość i pomysłowość. Thrash metal w takim wydaniu kocham najbardziej. Nieco zwalniamy w heavy metalowym „Nothingness” – pojawia się mroczny klimat i bardziej toporny charakter, pokazujący inne oblicze zespołu. Mocny riff, szybsze tempo i pomysłowy motyw przewodni napędzają „Ode to Death”, który jest kolejnym mocnym punktem albumu.
Piękne w tej płycie jest to, że cały czas coś się dzieje i nie ma miejsca na nudę. Nutkę heavy metalowej stylistyki odnajdziemy także w „Silence of Oregon”, co stanowi kolejne urozmaicenie i pokazuje, jak duży potencjał drzemie w Destroy Them. Na uwagę zasługuje również dynamiczny i przebojowy „Brutal Attack”. Nieco spokojniejszy, bardziej heavy metalowy charakter ma utwór tytułowy „Threshold of Apocalypse”. Zespół konsekwentnie dba o różnorodność i świeżość materiału. Album zamyka najdłuższy numer na płycie – „Where Is My War”.
Debiutancki album niemieckiej formacji idealnie trafia w mój gust. To płyta pełna agresji, chwytliwych melodii i potężnych riffów. Destroy Them udowadnia, że w thrash metalu wciąż można nagrać świetny, świeży album. Panowie doskonale znają się na rzeczy i wiedzą, jak zadowolić słuchaczy. Płyta znacznie ciekawsze niż nowe dzieło Kreator.
Płyta – petarda.
Ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz