piątek, 9 stycznia 2026

X SINNER - Going out with a bang (2026)


 

To dopiero niespodzianka. Amerykański X Sinner wraca do świata żywych! Siedemnaście lat oczekiwania na nowy materiał to naprawdę kawał czasu. X Sinner działa na scenie od 1988 roku i niejednokrotnie udowadniał, że potrafi grać hard rock godny uwagi, z wyraźnymi wpływami AC/DC, Dokken czy Krokus. Najnowszy album zatytułowany „Going Out with a Bang”, który ukazał się 1 stycznia 2026 roku, jest tego najlepszym potwierdzeniem. Jeśli ktoś kocha stary, dobry hard rock lat 80. i 90., przesiąknięty duchem klasycznego AC/DC, będzie w siódmym niebie.

X Sinner to przede wszystkim zadziorny, chropowaty głos Rexa Scotta. Bez trudu słychać, że inspiruje się Brianem Johnsonem — i trzeba przyznać, że wychodzi mu to znakomicie. Jest charyzma, jest pazur, a dzięki temu cała płyta nabiera autentycznego hardrockowego feelingu. Scott pełni również rolę gitarzysty i wspólnie z Gregiem Bishopem tworzy zgrane, pełne energii partie gitarowe, w których słychać pasję oraz miłość do klasycznego hard rocka. To prawdziwa laurka dla lat 80. i twórczości AC/DC.

Na albumie znalazło się 10 utworów, a otwierający całość „Light You Up” od razu serwuje nam hołd dla AC/DC. Niby nic nowego, a jednak cieszy i skutecznie wprowadza w klimat płyty. Miłośnicy szybkiego, bezkompromisowego hard rocka w stylu „Fire Your Guns” AC/DC powinni koniecznie sięgnąć po rozpędzony „Going for Broke” — to prawdziwa hardrockowa petarda, w której zespół błyszczy pełnym blaskiem.

Nieco wpływów Def Leppard można wychwycić w przebojowym „Fire and Thunder”, gdzie prosty, chwytliwy motyw sprawdza się doskonale. Kolejnym agresywnym numerem jest „World on Fire” — tutaj szczególne brawa należą się gitarzystom za znakomitą, pełną werwy pracę. To hard rock najwyższych lotów. Zespół bardzo dobrze odnajduje się w mocniejszym, riffowym graniu, co potwierdza „Hell or High Water”. Finał albumu należy do prostego, ale niezwykle chwytliwego „Time to Rise”, który brzmi jak udany miks ery Bona Scotta z przebojowością Def Leppard. Całość jest dobrze wyważona i konsekwentnie utrzymana w jednej stylistyce.

Zespół kazał swoim fanom długo czekać, ale było warto. Otrzymujemy klasyczne dźwięki i sprawdzone patenty znane z płyt Def Leppard czy AC/DC. Na albumie nie brakuje potencjalnych hitów i zapadających w pamięć melodii, a całość sprawia wrażenie dobrze przemyślanego, spójnego wydawnictwa. To płyta obowiązkowa dla każdego fana hard rocka.

Ocena: 8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz