Odkąd po raz pierwszy usłyszałem album „Warlocks Grim & Withered Hags”, stałem się fanem twórczości brytyjskiego Hellrippera oraz talentu Jamesa McBaina. Trzeba przyznać, że potrafi on w niezwykle umiejętny sposób łączyć elementy black metalu, heavy metalu i speed metalu. Buduje mroczny, sugestywny klimat, tworzy chwytliwe kompozycje i wciągające melodie – wszystko zagrane z wyczuciem, pomysłem i dbałością o detale. Nie brakuje tu epickiego rozmachu ani świeżości. Hellripper już wcześniej powalił mnie na kolana, a poprzeczka została wysoko zawieszona w 2023 roku. Teraz najnowszy album, zatytułowany „Coronach”, który ukazał się 27 marca, okazuje się jeszcze ciekawszy, bardziej urozmaicony i dopracowany.
Wyraźnie słychać rozwój Jamesa w stosunku do poprzedniego wydawnictwa. Brzmienie jest soczyste, pełne mocy i agresji. Do tego dochodzi piękna, nastrojowa okładka – bogata paleta kolorów i dbałość o szczegóły sprawiają, że zapada ona w pamięć na długo. McBain po raz kolejny imponuje talentem. Sposób, w jaki operuje wokalem i buduje mroczny nastrój, naprawdę zasługuje na uznanie. W warstwie gitarowej również dzieje się wiele dobrego – jest agresywnie, dynamicznie, a zarazem niezwykle melodyjnie. Od pierwszej do ostatniej minuty coś się dzieje: pojawia się zróżnicowanie, zmiany tempa i element zaskoczenia. Płyta praktycznie nie ma słabych punktów. Miłym dodatkiem są także gościnne występy – choćby Marianny, która wspiera Jamesa wokalnie, dodając całości jeszcze więcej klimatu i mrocznej atmosfery.
Na albumie znalazło się osiem utworów, które łącznie dają około 44 minut muzyki na bardzo wysokim poziomie. Całość otwiera rozpędzony „Hunderprest” – energetyczna mieszanka thrashu, speed metalu i blackmetalowego klimatu, która doskonale pokazuje talent McBaina. Przebojowy „Kinchyle” imponuje agresywnym riffem, momentami przywodzącym na myśl twórczość Running Wild, oraz świetną dynamiką. To Hellripper w znakomitej formie. Z kolei „The Art of Resurrection” otacza słuchacza tajemniczym, niemal mistycznym klimatem, oferując przy tym wiele interesujących przejść i zmian tempa.
Dalej otrzymujemy agresywny i pędzący „Baobhan Sith”, w którym przenikają się elementy black metalu ze speedowo-thrashową energią. To świetnie skonstruowany kawałek, wręcz kipiący energią. Podobne emocje wywołuje żywiołowy „Blackk Satanik Fvkkstorm” – w takim wydaniu Hellripper sprawdza się wręcz idealnie. „Sculptor’s Cave” oraz „Mortercheyn” to kolejne dwa szybkie, bezkompromisowe killery. Finałem albumu jest rozbudowany i klimatyczny „Coronach”, który prezentuje wszystko, co w Hellripperze najlepsze. Pojawiają się tu również wyraźne wpływy heavy metalu, a nieco bardziej stonowane tempo działa na korzyść kompozycji. To naprawdę piękne zwieńczenie płyty.
Sposób, w jaki brytyjski Hellripper interpretuje i rozwija stylistykę black metalu, budzi duży podziw. Mieszanka heavy metalu, black metalu, speed metalu i thrashu została tu zrealizowana niemal bezbłędnie. Nowy album jest dojrzały, dopracowany i niezwykle melodyjny. Nie brakuje mu przebojowości, pomysłowości ani świeżości. Słychać oczywiście inspiracje takimi zespołami jak Venom, Sodom czy Slayer, jednak Hellripper konsekwentnie buduje własny, rozpoznawalny styl.
Ten album po prostu trzeba znać.
Ocena: 10/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz