sobota, 13 kwietnia 2013

SILENT KNIGHT - Masterplan (2013)

Australia nigdy nie słynęła z power metalu i to się już raczej nigdy nie zmieni. Gdy się przyjrzymy tamtejszej scenie to zobaczymy, że power metalowych kapel jest mało, ale to wcale nie oznacza, że nie ma żadnych godnych uwagi kapel na światowym poziomie grających power metal. Wystarczy spojrzeć na dokonania BLACK MAJESTY, DRAGONSCLAW, TEBERAH czy też debiutującego w tym roku SILENT KNIGHT.

Nie da się ukryć, że kapela niczym się nie wyróżnia, chyba, że wokalistą, który nie ma w sobie agresji, ani zadziorności. Zoran Cunjak nie jest uzdolnionym technicznie wokalistą i trzeba się z tym pogodzić i albo oswoić się z tym albo odpuścić sobie i być przeciwko zespołowi. Wokal to nie jedyna wada jaką można zarzucić temu zespołowi, bo przecież jest wtórność i oparcie swojego stylu o schematyczne melodie czy też motywy, które w muzyce metalowej pojawiały się dość licznie w latach 80 czy też 90. Brak wirtuozerskich popisów gitarowych, brak świeżości, średniej klasy brzmienie, czy też brak wyrazistych przebojów, które proszą się o zapamiętanie. Nie jest to więc zespół, który nie popełnia błędów i na debiutanckim albumie „Masterplan” nie obeszło się bez tych niektórych wad, jednak mimo tego wciąż jest to solidny album utrzymany w stylistyce power metalowej z elementami heavy metalowymi przesiąkniętymi latami 80. Styl niczym się nie wyróżniającym i właściwie pełno kapel z takim stylem, jednak solidne kompozycje, dobrze radzący sobie muzycy, zwłaszcza rozpędzona i mocna sekcja rytmiczna, czy też zgrany duet gitarzystów, który zapewnia chwytliwe melodie i godne uwagi motywy sprawiają, że album zyskuje w oczach słuchacza i staje się bardziej przyjaznym albumem, któremu warto poświęcić te paręnaście minut.

Słuchając zawartości nie trudno nie usłyszeć w pływów takich kapel jak BLIND GUARDIAN, zwłaszcza w takich kompozycjach jak „Prophet Of War” czy klimatycznym „Dare To Dream” z elementami akustycznymi, czy balladowymi. HAMMERFALL czy też HELLOWEEN można się doszukać w „Prelude” czy też rozpędzonym „The Curse of Black Rose”, który jest miksem właśnie power metalowej formuły z heavy metalem lat 80. „Masterplan” właściwie dalej kontynuuje tą stylistykę, z tym że pojawiają się tutaj wyraźne wpływy IRON MAIDEN. Perkusista Paul z pewnością zasługuje tutaj na słowo uznania, bo dzięki niemu całość nie wpada w stagnację, jest urozmaicone, pełne werwy i zwrotów, co zresztą wyraźnie słychać choćby w takim„Silent Apparitions (In the Night)” . W innym klimacie utrzymany jest „Pay your dues” bo słychać tutaj true heavy metal spod znaku MANOWAR i ten epicki charakter daje tutaj osobie znać, zwłaszcza w tej rozbudowanej formie. Również dużo heavy metalu w rozbudowanej formie, bo aż ponad 6 minutowej słychać w melodyjnym „When the Fallen Angel Flies” i szkoda tylko, że wokalista tak średnio z tą swoją manierą tutaj pasuje. Te dłuższe kawałki świetnie pokazują jak dobrze radzą sobie gitarzyści, którzy wygrywają zgrabne i godne uwagi solówki, zaś mój faworyt „Evil is thy name” pokazuje, że zespół potrafi stworzyć przebój, który zapada w pamięci.

„Masterplan” to przykład, że power metal istnieje w Australii, że są kapele, które próbują się wybić w tej dziedzinie poza granicami kraju. To dobry przykład, że można grać wtórnie, ale na poziomie godnym uwagi. Mimo pewnych wad, niedociągnięć jest to udany debiut, który miło się słucha, a przecież to się liczy. Każdy kto lubi granie przesiąknięte heavy metalem lat 80 ten powinien się zapoznać z tym wydawnictwem. Może to sygnał, że power metal się rozwija w tamtejszy rejonie świata? Oby tak było...

Ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza