czwartek, 13 czerwca 2013

KALMAH - Seventh Symphony (2013)

Nastał czas, żeby ponownie wyruszyć do bagiennego świata, pełnego mroku i niesamowitego klimatu, w którym czyha wiele niespodzianek. Jak wyruszyć na bagna to tylko z Kalmah. Ten fiński zespół powstał w 1998 roku i od tamtego czasu tworzy i wydaje albumy. Szybko zyskał sławę stając zespołem jedynym w swoim rodzaju, który najwięcej czerpie z melodyjnego death metalu nie zapominając o elementach innych gatunków, nawet folku. Zespół wypracował sobie pozycję kapeli grającej dość ciężko, ale zarazem bardzo melodyjnie, a wszystko jest pełne dynamiki, mroku i brutalności. Ponad 13 lat działalności i 7 albumów na koncie, z czego ostatni „Seventh Symphony” właśnie trafia do sklepów. Czego można się spodziewać po tym wydawnictwie?

Na pewno żadnej wielkiej rewolucji muzycznej, który wnosi zmiany w ramach stylu czy poziomu muzycznego. Kalmah nie traci swojej tożsamości i prędzej można dostrzec potwierdzenie swojej wielkości, profesjonalizmu oraz że są jedyny w swoim rodzaju. Zespół nie zbacza z swojej obranej ścieżki, bowiem jest mrocznie, jest melodyjnie, a także brutalnie. Duża w tym zasługa za sprawą głębokiego, agresywnego wokalu Pekka Kakko, który znakomicie operuje techniką growlingu i to słychać. Co można dostrzec w przypadku nowego albumu to fakt, że bracia Kakko starają się uraczyć fanów nie tylko dynamiką, ale jakby bardziej urozmaiconą formą, stara się wzbogacić swoje aranżacje. Te cechy najbardziej odzwierciedla rozbudowany i pełen różnych smaczków „Hollo” czy urozmaicony „The trapper”, w którym dzieje się sporo. Nie byłoby mowy o Kalmah gdyby nie melodyjne, chwytliwe granie do którego nas przyzwyczaił. Tutaj tą rolę pełni energiczny „Deadfall”, rozpędzony „Pikemaster”, czy mroczniejszy „Wolves Of Throne”. Techniczne, pełne emocji popisy gitarowe, w których pełno ciekawych melodii to kolejny atut Kalmah, który znakomicie wybrzmiewa w takim „Black Marten's Trace”. Nie uświadczymy słabiej kompozycji, ale przecież do tego nas przyzwyczaił ten fiński zespół. Moim faworytem pozostał od razu „Windlake Tale” nawiązujący do albumu „For The Revolution”.

Okładka może zwieść, że to płyta zespołu black czy death metalowego, jednak fani nie tylko brutalnego metalu znajdą tutaj to czego szukają. Poza brutalnością, czy mrocznym klimatem dużą rolę odgrywają melodie, które nie dla jednego słuchacza mają znaczenie. „Seventh Symphony” pod tym względem nie zawodzi i potrafi pojednać jednych słuchaczy jak i tych drugich. Kolejny udany album tej formacji, która nie wie jak nagrać krążek poniżej oczekiwań.

Ocena: 8.5/10

1 komentarz:

  1. Dobre i jeszcze lepsze od ostatniego albumu.

    OdpowiedzUsuń