środa, 18 lutego 2026

LOVEBITES - Outstading Power (2026)


 

Japoński Lovebites totalnie mnie porwał w 2023 roku swoim albumem Judgment Day. Teraz, po trzech latach, powracają z następcą zatytułowanym Outstanding Power, na który apetyt miałem już od dawna. Album ma dziś, 18 lutego, swoją światową premierę za sprawą wytwórni Victor. Pytanie brzmi: czy udało się utrzymać wysoki poziom Judgment Day i czy zespół nadal serwuje power metal w najlepszym wydaniu?

Od razu słychać pewien lekki spadek formy – zdarzają się momenty nieco słabsze, a także elementy bardziej komercyjne i progresywne. Wyraźnie słychać, że Lovebites eksperymentuje ze swoją stylistyką i aranżacjami, nie wszystko trafia w punkt w 100%. Mimo to, całościowo album pozostaje melodyjny, przebojowy i zdecydowanie utrzymuje charakterystyczny styl japońskiej formacji.

Osobiście najbardziej podobają mi się szybkie utwory, w których zespół gra klasyczny europejski power metal lub neoklasyczny power metal. Lovebites to przede wszystkim fenomenalne gitarzystki Midori i Miyako, które potrafią porwać słuchacza zarówno techniką, jak i szybkością. Kobiety wymiatają i nie raz pozytywnie zaskakują. Charakteru całości dodaje też słodki, dziewczęcy wokal Asami, który świetnie kontrastuje z mocną gitarową warstwą. Kto kocha ich muzykę, szybko odnajdzie się w tym albumie.

Płyta zawiera 12 utworów, dając w sumie ponad godzinę materiału – momentami to trochę długo, można by było pokusić się o lekkie skrócenie. Na pierwszy ogień idzie singlowy The Castaway. Power metal w czystej formie – zespół od razu pokazuje swoje atuty: szybkie tempo, chwytliwy refren i pomysłowy riff, które sieją prawdziwe zniszczenie. Podobne emocje wywołuje Silence the Void, imponujący pomysłowością i wokalem Asami. To kolejny killer na płycie.

Jednym z najlepszych utworów jest klasycznie brzmiący Forbidden Thirst. Ten kawałek przerósł moje oczekiwania – riffy i solówki to prawdziwy majstersztyk, słychać tu sporo inspiracji Gamma Ray. Gdyby cały album brzmiał w ten sposób, ocena byłaby maksymalna.

Trochę przekombinowany jest Blazing Halo, bardziej progresywny i komercyjny – nie do końca do mnie trafia. Podobna sytuacja dotyczy Dream of King. Jednak rozpędzony Phoenix Rises Again rekompensuje te niedociągnięcia, zabierając nas w rejony klasycznego europejskiego power metalu – można tu wyczuć ukłon w stronę Helloween czy Rhapsody.

Pomysłowy riff atakuje nas w agresywnym Out of Control, gdzie zespół znów prezentuje wpływy Gamma Ray. Gitarzystki dają czadu aż miło! Nieco lżejszy, słodszy Wheels on Fire przemyca patenty Helloween i Edguy, będąc pozytywnie zakręconym utworem, który spokojnie mógłby podbić stacje radiowe. The Eve of Change jest bardziej komercyjny i stonowany – dobry kawałek, ale bez większych fajerwerków.

Miłą niespodzianką jest Reaper’s Lullaby, szybki i agresywny utwór z elementami Dragonforce czy Primal Fear. To chyba najbardziej ekstremalne brzmienie Lovebites do tej pory – bardzo ciekawy kierunek, który w całym albumie zrobiłby piorunujące wrażenie. Najdłuższy na płycie, rozbudowany i klimatyczny Eternally wprowadza spokojniejszy nastrój. Power metal powraca pełną parą w zamykającym album One Will Remain, kolejnej petardzie, która pokazuje cały talent zespołu.

Czuć lekki spadek formy w porównaniu do Judgment Day, ale mimo to album jest świetnie dopracowany. Nie brakuje killerów i klasycznego power metalu – jest szybko, melodyjnie i przebojowo. Lovebites serwuje genialne solówki i riffy, a charakterystyczny wokal Asami nadaje całości niepowtarzalnego uroku. To nie jest album idealny jak poprzednik, ale zdecydowanie robi furorę i udowadnia, że zespół wciąż jest na fali.

Ocena: 9/10

4 komentarze:

  1. Obejrzałem i przesłuchałem "The Castaway"... pokonało mnie to. Wygląda jak kolejny sztucznie sklecony zespolik z dalekiego wschodu. Pani śpiewa słabo moim zdaniem, a stylówka... oj, ciężko się na to patrzy. Nie o taki power metal nic nie robiłem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie to... Poprzedni album zmiatał drzewa z lasu, a tutaj sobie leci jeden kawałek po drugim i...nic. Żadnejzapamiętywalnej zagrywki, żadnego wywalającego z butów refrenu. Wybranie na singiel i otwieracz bladego "Castaway" było złym pomysłem. Asami faktycznie śpiewa jakoś fałszywie, niepotrzebnie zeszła na częste niższe tonacje, gdzie słychać braki w artykulacji. Chyba dałeś te 9 z rozpędu... Poprzedni album był u mnie na 5 miejscu w 2023, a tu bida....i jakieś jeszcze modern zagrywki. E tam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do "judgment day" nie ma podjazdu, jest to słabszy album, ale aż tak źle nie jest. Pierwsze wrażenie miałem podobne, z kilkoma następnymi odsłuchania zaczęło mi się podobać 🙂

      Usuń